wtorek, 22 stycznia 2013

POWSTANIE NA ZIELONEJ

22 styczeń.
150 lat temu - za chwilę - poszliśmy w bój bez broni. Z lemieszami przekutymi w kosy - na Moskala.
Wiecznie głodne i żądne ujawnienia kawałki z mojej historii muszą chwilę poczekać. W końcu blog nosi tytuł: Moje Zagłębie.

Zanim przejdę do meritum, trzy zaproszenia. Dwa do przeczytania, jedno do słuchania i zobaczenia:

J.M. Rymkiewcz Uwagi o powstaniu w 120 rocznicę. Rymkiewicz jak to Rymkiewicz. Niezależnie kiedy i o jakich czasach by pisał, zawsze mam wrażenie że opisuje rzeczywistość tu i teraz.

J. Bartyzel Społem w przepaść. Tekst z gatunku takich, które lepiej przeczytać na papierze niz ekranie, ale jak się nie ma co się lubi... Oba teksty polecam - dużo lepsze od tego co poniżej.

Jak ktoś nie będzie miał miał co robić z wolnym czasem w czwartkowe popołudnie, 31 stycznia 2013 - zapraszam do Biblioteki Miejskiej w Będzinie - będę mówił w Towarzystwie Przyjaciół Będzina na temat zagłębiowskich epizodów Powstania Styczniowego. Szczegóły jeszcze podam.

A teraz do rzeczy. Na razie część pierwsza, bardziej pytanie niż odpowiedź.



TAJEMNICA POWSTAŃCZEGO KRZYŻA (cz. 1)

…tylko w polu biały krzyż
nie pamięta już,
kto pod nim śpi…

- K. Klenczon

            Jest w dąbrowskiej dzielnicy Zielona, nieopodal ulicy Letniej, stary, próchniejący, drewniany krzyż. Jak wieść niesie, upamiętnia ona jakąś potyczkę z czasów Powstania Styczniowego. Wiadomo – potyczek takich w skali całego kraju były tysiące, oddziałów (partii) powstańczych można naliczyć setki, podobnie jak ich dowódców. Jak zorganizowane to były oddziały widzimy choćby na przykładzie pobliskiego Będzina, gdzie po raz pierwszy powstańcy zebrali się w ruinach zamku już w nocy z 22 na 23 stycznia 1863, ale z powodu braku rozkazów (czyt.: braku dowódców) rozeszli się do domów. Jeszcze w kwietniu na zamku miała miejsce potyczka miedzy partia polską a carską, ale kiedy na miejsce przybył z wojskiem rosyjskim pułkownik Sołowiew, okazało się, że to grupka 40 chłopców uzbrojonych w patyki (w końcu to: potyczka) stoczyła dziecinną bitwę.

Wśród pól, w styczniowej scenerii. Wszystkie zdjęcia z terenu - Krzysiek Borda.

            Krzyż na Zielonej jednak stoi i jakąś historię w sobie kryje. Można o niej poczytać na stronach internetowych, np.: Jest maj 1863 roku. Trwa Powstanie Styczniowe. Wojska Mariana Langiewicza kierują się w stronę ziem zaboru austryjackiego. Podczas przemarszu nocą z 3/4-go maja 1863 roku, zorganizowali obozowisko we wsi Krzykawa koło Olkusza. W dzisiejszej Krzykawce był dworek ziemski, w którym znaleźli miejsce na nocleg i odpoczynek. Dworek ten był niemym świadkiem następnych wydarzeń. Prawdopodobnie zmęczenie, doprowadziło do zaśnięcia żołnierzy wystawionych na wartę. Zaskoczeni powstańcy byli łatwym celem dla oddziałów rosyjskich. Wojska Langiewicza pod dowództwem płk Józefa Miniewskiego w liczbie około 500 osób, zostały okrążone przez oddziały kozaków. 5-go maja 1863 roku na pobliskiej polanie doszło do zaciętej potyczki. Po stronie powstańców brał udział w walce oddział włoskich "garybaldczyków" pod dowództwem pełniącego funkcję szefa sztabu oddziałów, płk. Francesko Nullo. Niestety, podczas tej walki, został trafiony kulą w serce. Wojska powstańcze zostały rozbite. Niedobitki podjęły ucieczkę w kierunku Czeladzi. Część dotarła do Dąbrowy, w miejsce zwane "Pustkowiem" (dzisiaj jest to teren położony tuż za Parkiem "Zielona" w kierunku Marianek). Urządzono postój w pobliskim lasku. Jednak i tutaj dopadły ich oddziały kozackie. Kozacy mieli za główne zadanie nieustanne tropienie każdego przejawu działalności powstańczej. Podczas tej bitwy, jednej z ostatnich na terenie Dąbrowy, zginęło kilkudziesięciu powstańców. Pozostali przy życiu dalej uciekali w stronę wolności.


Ciała zabitych na mocy rozkazu dowódcy kozaków zostały na polu w miejscu bitwy. Nie wolno ich było pochować, ani przenieść w inne miejsce, by widok zabitych odstraszał przed wstępowaniem kolejnych ochotników do oddziałów powstańczych. To był gorący maj. Wysokie temperatury doprowadziły do szybszego rozkładu ciał, a ponadto zaczęły się nimi interesować ptaki i dzikie zwierzęta. Po kilku dniach wójt Małobądza wystąpił z prośbą do władz rosyjskich o możliwość pochowania zabitych w bitwie powstańców. W obawie przed możliwością wystąpienia epidemii, dowódca wojsk kozackich wydał pozwolenie na ich pochówek na cmentarzu w Niegowonicach. Żołnierze Ci spoczywają tam nadal.
(ŹRÓDŁO)


Miejsce potyczki lub domniemana powstańcza mogiła. Poszukiwania na razie nie przyniosły rezultatu.


         Historia tyleż zgrabna, co nieprawdziwa. Albo inaczej – to może kilka prawdziwych historii, nie pozostających ze sobą w jakimkolwiek związku, wplecione w jedną opowieść. Zbliżająca się okrągła, 150 rocznica tych wydarzeń, skłania do próby odpowiedzi na pytanie – jakaż to tajemnicza historia tamtego zrywu niepodległościowego kryje się u stóp zmurszałego krzyża?
            Pierwsza nieścisłość – jeśli potyczka miała się odbyć w maju – to nie mogła mieć nic wspólnego z wojskami Mariana Langiewicza. Słynny marsz (po latach Józef Piłsudski powie o nim: „kontredans”) Langiewicza w stronę austriackiej Galicji miał miejsce w marcu 1863 roku. Po bitwie pod Małogoszczą (24 lutego) oddział Langiewicza udały się na południe, gdzie 4 marca bił się pod Pieskową Skałą, 5 marca pod Skałą a 6 stanął obozem w Goszczy, gdzie po kilku dniach Langiewicz ogłosił się dyktatorem powstania. 11 marca ruszył na północ. Po bitwie pod Grochowiskami (18 marca) Langiewicz znowu musiał skierować się na południe, granicę Królestwa przekroczył następnego dnia w Opatowcu. 

 Mapa kwatermistrzostwa, taka, jaką musiał znać Miniewicz.

            Majowa wyprawa pułkownika Miniewskiego nie miała nic wspólnego z wyprawą Langiewicza. Przede wszystkim – szła w odwrotnym kierunku. To był oddział sformowany w Krakowie w celu przedostania się do Kongresówki. Józef Nieczuja Miniewski wyruszył z Krakowa 3 maja na czele 500 osobowego oddziału, w którego skład wchodziła niewielka grupka (ok. 30 osób) cudzoziemców, Włochów i Francuzów, „bardzo może dzielnych, lecz w innych warunkach, gdzie chłodem, głodem i niewywczasem przymierać nie było trzeba”. Na ich czele stał znany garybaldczyk, plk. Francesco Nullo, mianowany szefem sztabu oddziału.
            O świcie 4 maja grupa przekroczyła granicę austriacko-rosyjską w okolicach Czyżówki i rozłożyła się obozem w „lasach olkuskich”, gdzieś w okolicach Podlesia, na południe od Bukowna, czekając na posiłki i obiecane armaty. Tu doszło do pierwszego starcia. Sam Miniewicz tak wspominał to wydarzenie: Zaraz po przejściu granicy, napadnięci zostaliśmy przez patrol kozacki, któremu choć daliśmy przykładną odprawę, lecz nie widząc się bezpiecznym na zajmowanej pozycji, w razie silniejszego natarcia Moskwy, pociągnąłem dalej, a znalazłszy dogodną miejscowość, rozłożyłem obóz tak, by od razu był gotów do odpornej walki. Grangardę złożoną ze 150 ludzi pozostawiłem na dawnem obozowisku, aby posiłki przybywające nam z Galicji, mogła dalej przesyłać i zabezpieczyć. Moskale spodziewając się nas znaleźć na dawnem miejscu, zaatakowali gran gardę – która stosownie do instrukcji, cofała się ku pozycji zajmowanej przez oddział, otrzymawszy posiłki uderzyła na Moskwę, idąc na bagnety i wyparła ze stanowisk. Gdy jednak Moskwie przybyła pomoc uderzyli znowu na nas i rozpoczęli atak regularny.
            Kilkugodzinna bitwa w lasach nie była chyba zbyt krwawa – Miniewski wspomina o kilkunastu zabitych i rannych ze swego oddziału, co zważywszy nawet na propagandowe zaniżanie strat własnych nie rzuca na kolana. Po doparciu ataku oddział ruszył lasami na północ, gdzie rozłożył się na nocleg w okolicach dworu w Krzykawce. Tu właśnie 5 maja doszło do najsłynniejszego (obok szturmu na dworzec kolejowy w Sosnowcu) starcia w Powstaniu Styczniowym na obszarze Zagłębia. Punktem kulminacyjnym bitwy, której szala zwycięstwa już się przechylała na polską stronę, była śmierć słynnego garybaldczyka. Pułkownikowi Nullo – wspomina Miniewski – pozostawiłem komendę środka frontu, sam zaś obawiając się napadu na lewem znajdowałem się. Po dwugodzinnej strzelaninie, Nullo chcąc zakończyć bitwę, wyskoczył na wał, na koniu, komenderując na bagnety! Co dostrzegłszy w tej chwili nakazałem odwrót (uważając atak za szkodliwy) jednocześnie koń jego dostaje postrzał, wali się, żołnierze rzucają się ratować Nulla, gdy celny strzał trafia w samo serce walecznego Włocha i zabija go. (…) Nierozważna komenda Nulli wynikła z gorącego jego usposobienia, krótkiego wzroku, wskutek czego nie widział [moskiewskich] rezerw ustawionych…  „Naprzód, na bagnety!” to było jedyne, co Nullo potrafił powiedzieć po polsku, ale czy aby na pewno w żyłach włoskiego pułkownika nie płynęła choćby jedna kropla polskiej krwi? Brak znajomości języka był jedną z przyczyn, że nie dowodził on żadną partia powstańczą, z wyjątkiem podległych sobie kondotierów. Jeden z pobitewnych komentarzy znajdujemy takie słowa: Dzielny ten jenerał poległ na czele garstki, za pierwszemi zaraz strzałami, a przecież udając się do obozu nie chciał sam przejąć dowództwa, oświadczając, że mu wszystko jedno, kto dowodzi, byle rad jego słuchał. Miniewski nie posłuchał. I bitwę przegrał, choć niekoniecznie dlatego. Mieli zresztą polscy komentatorzy z Nullem niejaki problem natury – powiedzmy – światopoglądowo-politycznej: Są między powstańcami żołnierze z obozu Garibaldiego. Nie wchodząc w to, jaką oni odgrywali rolę za granicą w swojej ojczyźnie, w Polsce są tylko bojownikami wolności…

Miejsce potyczki pod Zielona na mapie J. Hempla, najbliższej opisywanym wydarzeniom (1856). Układ dróg nieco inny niż obecnie - ta droga od Piekła na południe w stronę Dąbrowy istnieje do dziś, ale jako polna droga. Obecna ulica letnia biegnie równolegle, kilkadziesiąt metrów na zachód. Mostek nieco powyżej środka mapki to jest to samo miejsce, gdzie dziś jest mostek na Przemszy obok CSiRu. Jak ktoś lubi takie kartograficzne analizy, kilka mapek dla porównania:

 1929 - jak widać - tu i na innych mapach - grunt nasi powstańcy do walki mieli z lekka podmokły. Co skutecznie utrudnia dzisiejsze poszukiwania.

  
1933

1942

 
1943
Ciekawe, ze dopiero na tej mapie, z 1979 roku, zaznaczono opisywany tutaj krzyż:
(Mapa ze zbiorów portalu DAWNA DĄBROWA. Wszystkie pozostałe ze zbiorów moich lub MM "Sztygarka".)

Dzisiaj to miejsce wygląda tak:


            Kto wygrał tę bitwę? Gdyby wziąć na poważnie relację Miniewskiego, jeśli chodzi o straty obu walczących stron, to blaknie nie tylko nasza kircholmska wiktoria ale nawet hiszpański podbój Meksyku za Cortesa. Mieliśmy trzech zabitych i kilku rannych, Moskali leżała moc. Jak później mnie mówiono, nazajutrz 60 wozów trupów swoich Moskale przewieźli do Olkusza.
            Miniewicz ze swoim wojskiem ruszył dalej naprzód, zakopawszy wcześniej broń (!?!). Pozbawiony przewodnika (który podobno uciekł) w zwartym szyku doszedł aż do Białej Przemszy, gdzie rozegrała się ostateczna katastrofa. Wiara skakała i rzucała się z wysokich brzegów w dół, aby się ukryć przed ogniem Moskali. (…) Zaledwie udało się mnie zebrać ok. 60 ochotników przeważnie oficerów, z którymi rozsypawszy się w tyralierkę, broniłem bezładnego przejścia oddziału przez bagna i rzekę, trzymając Moskali w oddaleniu. Po przejściu przez rzekę zająłem z tą garstką przeciwny brzeg. (…) Był już późny wieczór. Walka ta odbywała się pod Chęchłami.
            Tyle relacja dowódcy rozbitego oddziału, w którego wspomnienia wpleciony został także drugi, bardziej literacki opis bitwy, pióra Tadeusza Zubrzyckiego. Nocą resztki powstańców przedzierały się podolkuskim gościńcem z powrotem w kierunku Galicji. O Włochach wiemy tyle, ze nie dotarłszy nawet do rzeki, dostali się do niewoli i zostali zesłani na Syberię. Biedni chłopcy załamali się po śmierci swojego dowódcy: jenerał Szachowski, główno komenderujący w Olkuszu i tą bitwą, natknął się, przypadkowo będąc tylko z dwoma kozakami, na pozostałych w tyle Włochów, ci zamiast korzystać z chwili i wziąć Szachowskiego do niewoli, sami mu się poddali.
            Ci z powstańców, którzy przeżyli bitwę i nie dostali się do niewoli, w zdecydowanej większości zawróciła do Galicji. Tylko jakaś bliżej nieokreślona liczebnie grupa dalej lasami przedostawała się w głąb Kongresówki „na północ”. Rzut oka na mapę i dokładnie widzimy, dokąd owo „na północ” prowadziło: bynajmniej nie na Czeladź i Dąbrowę, jak chce tego cytowany na wstępie opis krzyża z Zielonej. Trudno doszukać się jakiegokolwiek zwartego kilkudziesięcioosobowego oddziału powstańczego, który mógłby po bitwie pod Krzykawką znaleźć się w okolicach dzisiejszego „pojezierza dąbrowskiego”.
            Tę uciekającą – jeśli można mówić o ucieczce na terytorium opanowane przez nieprzyjaciela –„na północ” grupę możemy chyba zidentyfikować. Na cmentarzu w Niegowonicach, u stóp Wawrzynowej Góry, znajduje się mogiła powstańcza, kryjąca w sobie 8 poległych. Pochowani anonimowo, według relacji chowającego ich księdza, zostali zabici – zamordowani – przez Moskali na łące koło Grabowej.
            Tu dochodzimy znowu do mieszaniny faktów i zmyśleń, które pojawiły się w temacie krzyża z Zielonej. W cytowanej już informacji podano, że na cmentarzu w Niegowonicach pochowano poległych pod Zieloną – pytanie tylko, co się stało z owymi kilkudziesięcioma poległymi powstańcami, wszak mogiła obejmuje w sobie ośmiu poległych.
            Pora wreszcie spojrzeć na mapę, najlepiej kilka. Mamy do swojej dyspozycji doskonała mapę kwatermistrzowską, która musiała być znaną przynajmniej co bardziej światłym dowódcom i oficerom powstania. Miniewski w swojej relacji pisze, że w trakcie boju pod Krzykawką uciekł przewodnik i dalej musiał posługiwać się mapą. (Na marginesie: czy owym uciekinierem nie był przypadkiem nie znany z nazwiska chłop z Krzykawki, który według innych zachowanych relacji miał zdradzić oddział Miniewskiego, przyczyniając się tym samym do klęski powstańców?). Spod Krzykawki w okolice Niegowonic jakieś 10 kilometrów, można kryć się w lesie, choć nie na całej trasie. Do Zielonej (czytaj: miejsca, gdzie Zielona jest obecnie) – nieco ponad 20 kilometrów. To powinno być rozstrzygające. Takiej odległości nie mogły przejść niedobitki pokonanych powstańców, wycieńczonych bojem, w ciągu jednego, choćby majowego, popołudnia. (Podobnie długą trasę musiałby odbyć wóz wiozący zwłoki poległych na cmentarz w Niegowonicach – po co, skoro bliżej było kilka innych cmentarzy?).

            Wszystko wskazuje na to, ze ewentualna potyczka pod Zieloną nie miała nic wspólnego z oddziałami Miniewskiego walczącymi pod Krzykawką ani ich epigonami zdążającymi na bliżej nieokreśloną „północ”. Zakładam jednakże, że do samej potyczki dojść musiało, w końcu po coś krzyż postawiono. Tylko kto walczył? I kiedy?

c.d.n...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza