piątek, 15 listopada 2013

KAZIMIERZ WIELKI - FOTORELACJA

18 września w Będzinie odbyła się sesja "kazimierzowska" zorganizowana przez nasze stowarzyszenie (Stowarzyszenie Króla Kazimierza Wielkiego) we współpracy z kilkoma innymi organizacjami. materiały z konferencji ukażą się drukiem w pierwszej połowie przyszłego roku, ale wczoraj dostałem kilka fotek z tamtego wydarzenia. Autorami zdjęć są Czesław Fornalczyk i Wojtek Borkowski, tekst poniżej napisał Sławek Brodziński.



         655. rocznica nadania Będzinowi praw miejskich i 680. rocznica koronacji Kazimierza Wielkiego stały się podstawą do zorganizowania w połowie września w Będzinie konferencji „Będzin Kazimierza Wielkiego. 655-lecie lokacji miasta”.

         25 kwietnia 1333 roku, 680 lat temu, arcybiskup gnieźnieński Janisław koronował Kazimierza Wielkiego na króla Polski.

         5 sierpnia 1358 roku, 655 lat temu, Kazimierz Wielki nadał Będzinowi prawa miejskie.

         Konferencję przygotowały ogólnopolskie Stowarzyszenie Króla Kazimierza Wielkiego oraz będzińskie Towarzystwo Przyjaciół Będzina, Stowarzyszenie Ratujmy Kościół na Górce i Fundacja Brama Cukermana.

         Prof. dr hab. Antoni Barciak z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, członek Stowarzyszenia Króla Kazimierza Wielkiego i przewodniczący Kapituły Odznaczeń Stowarzyszenia przygotował referat wprowadzający o polityce Kazimierza Wielkiego wobec Śląska, graniczącego z Małopolską i Będzinem.




Mgr Stefania Hanusek z Muzeum Zagłębia w Będzinie, członek Stowarzyszenia Króla Kazimierza Wielkiego i członek Towarzystwa Przyjaciół Będzina opowiedziała o przywileju lokacyjnym Królewskiego Miasta Będzina i jego konsekwencjach dla rozwoju miasta.

Mgr Jarosław Krajniewski z Muzeum Miejskiego „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej, członek Stowarzyszenia Króla Kazimierza Wielkiego i przewodniczący Rady Fundacji Brama Cukermana pokazał zamek będziński w oczach Kazimierza Wielkiego, najważniejszy zabytek kazimierzowski w Będzinie.




Mgr inż. arch. Gabriel Korbutt, związany ze Stowarzyszeniem Ratujmy Kościół na Górce przedstawił plany remontowe Kościoła Świętej Trójcy w Będzinie, mówiąc o powrocie do przeszłości tego drugiego najważniejszego zabytku kazimierzowskiego w mieście.


Mgr Karolina Jakoweńko, prezes Fundacji Brama Cukermana, prezentując żydowskie miasta Kazimierza Wielkiego, pokazała związki króla z Żydami.



Mgr Marcin Lazar, wiceprezes Towarzystwa Przyjaciół Będzina i członek Stowarzyszenia Króla Kazimierza Wielkiego opowiedział o pogrzebach króla jako epilogu Wielkiego Kazimierza 1370-1869.



Mgr Sławomir Brodziński, członek Stowarzyszenia Króla Kazimierza Wielkiego, członek Zarządu Towarzystwa Przyjaciół Będzina i członek Zarządu Stowarzyszenia Ratujmy Kościół na Górce mówił o wydarzeniach związanych z rocznicą koronacji założyciela miasta, które w kwietniu odbyły się w ramach Tygodnia Kazimierzowskiego w kazimierzowskim Będzinie.



Wojciech Borkowski, fotograf, członek Stowarzyszenia Króla Kazimierza Wielkiego i członek Towarzystwa Przyjaciół Będzina zabrał uczestników konferencji na spacer śladami Kazimierza Wielkiego we współczesnym Będzinie.



W drugiej części spotkania prezentacje współorganizatorów konferencji przedstawili mgr Sławomir Brodziński w zastępstwie dra Zdzisława J. Zasady, sekretarza generalnego Stowarzyszenia Króla Kazimierza Wielkiego – 5 lat Stowarzyszenia Króla Kazimierza Wielkiego, mgr Marcin Lazar – Przed 25-leciem Towarzystwa Przyjaciół Będzina, mgr inż. Janusz Piątek, wiceprezes Stowarzyszenia Ratujmy Kościół na Górce – Wzgórze Zamkowe - starania na rzecz ochrony walorów miejsca oraz mgr Karolina Jakoweńko – Ochrona i popularyzacja dziedzictwa kultury żydowskiej.

Obszerniejsza relacja z konferencji ukaże się w kolejnym numerze „Zapisków Kazimierzowskich”, wydawanych przez Stowarzyszenie Króla Kazimierza Wielkiego. Przygotowywana jest również, na początek 2014 roku, publikacja książkowa, w której zamieszczone zostaną wszystkie materiały konferencyjne.

środa, 13 listopada 2013

KLUB GIER W BĘDZINIE

Na zaproszenie zaprzyjaźnionej szkoły w Będzinie (MZS nr 1) byłem ze swoimi grami (głównie drewniakami, ale wziąłem także podjazd kozacki z Ogniem i Mieczem). Kozacy pojawili się na razie tylko w wersji demonstracyjnej (widoczni u dołu na pierwszym zdjęciu) ale w pozostałe gry trwała ostra rywalizacja. Doświadczenie się udało i widzę, że warto propagować wśród dzieci i młodzieży ten sposób spędzania wolnego czasu. Jeśli czytają to jacyś nauczyciele (nie tylko historii) i wychowawcy z Zagłębia - zapraszam do współpracy. Chętnie przyjadę do szkoły (lub też zapraszam do Muzeum) - kontakt w lewym górnym rogu na blogu.





DZIENNIKARSKI NARYBEK?

Post z kategorii Rodzinka:)

Jako ze najstarsze z moich córek trochę się ostatnio udzielały dziennikarsko, a nie mam się czego wstydzić, zapraszam TUTAJ. Parę ciekawych rzeczy w tym wywiad z Martą na temat esperanto. Dominiki na tym blogu jakby nieco mniej, ale wszystko jeszcze przed nią.

Dominika. Fot. Marta.

środa, 6 listopada 2013

TRZEBIESŁAWICE

Już bym prawie zapomniał... Bo książeczka miała się ukazać pod koniec sierpnia, a jest listopad. Ktoś gdzieś zdrzemnął się na chwilę.

Rzecz do wielkich się nie zalicza, ale odnotować trzeba. To kolejna pozycja z serii takich "dożynkowych" publikacji, traktująca każdego roku o jednej z "zielonych" dzielnic DG. W tym roku przyszła kolej na Trzebiesławice, najbardziej na północ wysuniętą dzielnicę miasta. Jeszcze dalej niż Ujejsce. Książka udostępniana jest za darmo, mieszkańcy dzielnicy pewnie dostaną od Rady Osiedla. Pozostali mogą zgłosić się do muzeum. Swego czasu UM na swoich stronach udostępniał te książeczki w formie pdf, być może i tym razem to uczyni. Jakby ktoś potrzebował bardzo usilnie, proszę pisać.


wtorek, 29 października 2013

MOJE UJEJSCE

Kilka dni temu przyjechał do mnie pewien gość z Gliwic, pierwszy raz w tych stronach. I powiedział:
- A ja myślałem, że Dąbrowa Górnicza to jest miasto...

Bardzo mi się ten tekst podobał. A po południu, korzystając z wyjątkowej jak na październik pogody, całą rodziną plus Skaucik poszliśmy na spacer. Wszystkie zdjęcia zostały wykonane jakiś kilometr od naszego domu, w granicach administracyjnych DG. To taka ilustracja do zagadnienia, czy Dąbrowa to miasto. Niektóre fotki robione ostro pod popołudniowe słońce, a aparat to zwykły wariat, stąd zdjęcia są jakie są. Ale ja nigdy nie pretendowałem do bycia fotograferem. W końcu od czego miało się pod ręką Pelego (z pozdrowieniem!).







wtorek, 22 października 2013

KSIĘGARNIA

Od tego momentu, jeśli będę pisał o książkach o Zagłębiu (głównie, rzecz jasna, historycznych) post będzie miał tytuł KSIĘGARNIA. Nie zawsze będą to recenzje, bo w końcu nie mam siły wszystkiego przeczytać, ale przynajmniej będę informował o nowościach z księgarskiej półki.

Teraz trzy pozycje:
1. Dariusz Rozmus, Nocny łowca

Kolejny tom z serii opracowań tzw. skarbu hutnika - ponad tysiąca srebrnych monet z połowy XII wieku odkrytych przez Darka kilka lat temu w Dąbrowie Górniczej - Łośniu. każdy kolejny tom opisuje inny aspekt zagadnienia, zwłaszcza jeśli chodzi o przedstawienia ikonograficzne. Tym razem mowa jest o scenach myśliwskich, jakie można zobaczyć na monetach. Książka wydana jest w niewielkim nakładzie, dostępna jeszcze na stronie wydawcy (Księgarnia Akademicka) oraz w "Sztygarce".


2. Lech Mastalski, Częstochowsy podchorążowie
3. Lech Mastalski, 7 Dywizja Piechoty w latach 1918-1939

Obie pozycje omawiam razem, bo są ze sobą - nawet pod względem szaty graficznej - ściśle powiązane. Choć pozornie dotyczą spraw częstochowskich (wszak 7 DP wystawiona była niemal na odstrzał w okolicach Częstochowy we wrześniu 1939) to jednak sporo jest w nich mowy o Zagłebiu, a poszukiwania i lekturę w tym względzie ułatwiają załączone indeksy. Wszak formowany zaraz po I wojnie światowej 11 pułk piechoty (najpierw w składzie 7, a później 23 DP) powstał w Będzinie i Dąbrowie Górniczej, stąd też pochodzili jego pierwsi żołnierze. Z Zagłębia pochodziło także wielu przyszłych podchorążych, których ścisłe biogramy można znaleźć na kartach pierwszej z książek.
Książki są raczej mało dostępne, wydane w niemal bibliofilskich nakładach - można je kupić jedynie u autora, wydawcy (7 DP wydał Instytut Tarnogórski) oraz TUTAJ. Warto przynajmniej wiedzieć o ich istnieniu.


(fot. ze strony www.czkk.pl)

środa, 9 października 2013

Z SZABELKĄ NA CZOŁGI

Taki sobie pomysł miałem, na małą instalację. Mamy czołgi, mamy jazdę kozacką... Zdjęcie wykonane z okna męskiej toalety:) Z winy aparatu (no ok., moich umiejętności także) zdjęcie nie jest takie jakie być powinno - bo w miarę widać tylko pierwszy plan. Tam w tle stoją czołgi. Figurki są 10 centymetrów od aparatu, czołgi zaś jakieś 7000 - 8000 cm, stąd ta nieostrość.


Więcej o pierwszym zaciągu jazdy kozackiej, który w Muzeum pojawił się za sprawą Dąbrowskiego Klubu Miłośników Gier Historycznych piszę TUTAJ.

NOWE ZABAWKI

Jako że duzi chłopcy lubią duże zabawki, ostatnio pod moim muzealnym oknem pojawiły się dwie nowe zabawki. To kołowy transporter SKOT oraz gąsienicowy TOPAS. Tym razem, w odróżnieniu od naszego "Ordona" i jeszcze jednego SKOTa to tylko skorupy, które nigdy już nie zostaną uruchomione, ale zawsze coś nowego, dużego, przyciągającego oko. Widok z okna zrobię, jak wezmę do pracy aparat, na ten moment mam parę zdjęć z dnia, kiedy pojazdy do nas "przyjechały". Na ten rok to już raczej wszystko, co chcemy umieścić w REDUCIE, choć parę pomysłów na nowy sprzęt w zanadrzu jeszcze mamy.



czwartek, 26 września 2013

O CZŁOWIEKU ZŁEJ GĘBY POCZĄTEK

Ten temat chodzi po mnie od lat, takie moje własne idee fixe, że kiedyś to zrealizuję. Może, jak życia i energii starczy. Chodzi o temat tzw. "tranzakcyi będzińskiej" (w Volumina Legum zwanej rakuską) i wszystkim tym, co ją poprzedziło, powiedzmy od śmierci Stefana Batorego. A że jedną z postaci kluczowych w tych wydarzeniach był niejaki Gabriel Hołubek, to rzecz można by cofnąć jeszcze o kilka lat, do wojen Batorego z Moskwą. Na razie w tym temacie więcej czytam niż piszę, ale żeby nie było tak, że żadnego śladu po tym moim czytaniu nie stanie, stąd niniejszy wpis. Jest to coś w rodzaju pierwszego rozdziału szkicu o owym Hołubku, postaci bardzo kiedyś znanej, opiewanej w pieśniach i powieściach jeszcze do XIX wieku, dziś już niemal kompletnie zapomnianej - pierwszego rotmistrza kozackiego na służbie Rzeczypospolitej. Czy był rzeczywiście rotmistrzem i czy pierwszym - to właśnie tematy do rozwinięcia, ale postać jest niezwykle frapująca. Znany głównie z dwóch wydarzeń - ataku na czele podolkuskich górników na tyły armii arcyksięcia Maksymiliana (1587) i bitwy pod Byczyną (1588), gdzie walczył w straży przedniej i poległ.

Gabriel Hołubek - jedyny portret, jaki znalazłem w Sieci.
(na przykład TU)

Poniżej pierwszy (na razie jedyny) rozdział opowieści o Hołubku (wersja tekstu bez przypisów i ilustracji, coby nie od razu wszystko zdradzać:). Końcówka może być nieco, chmmm... kontrowersyjna?- zapraszam:

GABRIEL HOŁUBEK - POCHODZENIE

            Informacje dotyczące pochodzenia Gabriela Hołubka nie są jasne. Nieznana jest nawet dokładna data i miejsce jego urodzenia, a wszelkie informacje herbarzowe zdają się świadczyć o późniejszym tworzeniu biogramu-legendy. Zwięzły biogram naszego bohatera, autorstwa Zdzisława Spieralskiego, sprowadza temat do jednego zdania i konkluzji, że wszelkie „informacje (…) są błędne i zapewne dorobione zostały w celu przydania większej sławy temu popularnemu żołnierzowi”.
            Większość herbarzy przypisuje Hołubkowi przynależność herbową do Syrokomli.  Herb ten (srebrna łękawica z takimż krzyżem w polu czerwonym) przeniesiony na Litwę w wyniku unii horodelskiej, stanowi odmianę Abdanka (Habdanka) – poprzez dodanie owego krzyża. Jest rzeczą charakterystyczną, że o ile ów Abdank należy do najstarszych i najważniejszych herbów (rodów – zob. Awdańce) polskich, o tyle wśród herbowych Syrokomli znajdziemy rodziny pochodzenia litewskiego, być może także ruskiego.
            Bartosz Paprocki, autor Herbów rycerstwa polskiego, wydanych po raz pierwszy w roku 1584, przy opisie herbu Syrokomla nic o Hołubku nie wspomina. Zważywszy na dość dobrą znajomość współcześnie mu żyjących herbowców, może to potwierdzać hipotezę o zgoła nieszlacheckim pochodzeniu naszego bohatera. Dość sztampowa fraza, mówiąca że „inszych domów [tj. rodzin, rodów – przyp. JK] wiele w różnych województwach, których ja w tak szerokim królestwie znać nie mogę” niewiele nam w tej sprawie wyjaśni. Jakiegoś Hołuba, protoplastę herbu Wczele (Szachownica) wspomina Paprocki przy omawianiu tego herbu, ale bez podania szczegółów, powołując się jedynie na Długosza – naszej historii to nie dotyczy.
            Ksiądz Wojciech Wijuk Kojałowicz w swoim Herbarzu szlachty Wielkiego Księstwa Litewskiego (powstał w latach 1650-1656) określa herb Gabriela Hołubka jako Krokwy (zwany przez samych Hołubków jako Trzy Krokwy) także będący jedną z odmian Abdanka – z półustrzałą zamiast krzyża. Owe krokwy (dziś powiedzielibyśmy: krokwie) to właśnie łękawica, figura uszlachetniająca w kształcie litery W (lub odwróconego M), obecna w wyobrażeniu Abdanka czy Syrokomli. Ciekawe, że owa łękawica w polskiej heraldyce opisywana jest zazwyczaj jako „dwie krokwie”. Skąd się zatem wzięły owe trzy? – tego ksiądz Kojałowicz nie precyzuje, choć z zamieszczonego wizerunku herbu można się domyślać, że za trzecią krokwię (krokiew) uznano dodaną do łękawicy połustrzałę. Monumentalny, gigantyczny wręcz, Słownik polszczyzny XVI wieku (w chwili obecnej wydawcy doszli do litery P, co zajęło im 34 tomy, średnio po około 600 stron każdy!) nie łączy krokwi z łękawicą. Krokiew (a właściwie po staropolsku: krokwa) to, jak i dzisiaj mniej więcej rozumiemy, „belka pozioma łącząca dwie inne” albo „skośna belka w wiązaniu dachowym podtrzymująca pokrycie dachu”. Jeszcze jednym, zapomnianym (ja w każdym razie nie pamiętam) już znaczeniem tego słowa jest określenie nogi stołu. Wyrazy pokrewne to jeszcze krokwica (mała krokwa), łatka (dzisiaj mówimy raczej: łata), kozieł, wiązanie. Natomiast określenie łękawica (a właściwie łąkość, występują jeszcze formy: łąkoć i łękawa) odnosiło się do wzoru wykorzystywanego w hafcie ozdobnym. Ów wzór to „wężykowata lub wygięta w łuk linia” co rzeczywiście pasowałoby jak ulał do owej podwójnej krokwi w herbie.
Wracając do księdza Kojałowicza - swoje informacje rozszerza o wiadomości o potomstwie Hołubka, zamieszkującym województwo nowogrodzkie i „mężu sławnym” Aleksandrze Hołubie, żyjącym w połowie XVII stulecia. Nieco wcześniej (pod hasłem: Hołub) wymienia „żołnierza sławnego” Grzegorza Hołuba oraz Andrzeja Hołuba, kwestora słonimskiego z roku 1574. Skądinąd wiemy, że nasz Gabriel też był pod Słonimiem (wiosną 1582 roku) – tej nici powiązań jednak pewnie już nie rozwikłamy.         
            Ten sam herb jako Syrokomla (z zastrzeżeniem: „na Abdanku miasto krzyża, kładą strzałę z połową żeleźca, niektórzy to nazywają trzema krokwiami, ale nie wiem dlaczego”) przypisuje Hołubkowi najwybitniejszy polski genealog-heraldyk doby oświecenia – ks. Kasper Niesiecki. Ciekawe, że w swojej pracy próbował powiązać różne wcześniejsze tradycje (Paprocki, Kojałowicz) od siebie dodając informację, jakoby Hołubkowie to zdrobniała nazwa wcześniejszych Hołubów. Wspomina także potomstwo Gabriela, mieszkające w województwie nowogrodzkim, Aleksandra w powiecie wołkowyskim oraz niejaką Reginę (żonę Adriana Dąbrowskiego herbu Kuczaba). 
            Kto wie, czy nie najwięcej informacji o całym rodzie możemy znaleźć u Adama Bonieckiego. Wybitny nasz heraldyk wszystkich odnalezionych w archiwach Hołubków, Hołubów i innych podobnych umieścił w jednym miejscu, opisując jako ród „herbu własnego w Wielkim Księstwie Litewskim. Herb ich przedstawia w polu czerwonym Habdank, na nim strzałę z połową żeleźca. W szczycie hełmu trzy pióra strusie.”
            Nie ma sensu przytaczać tu wszystkich osób, jakie skrótowo opisał Boniecki, a trzeba przyznać, że od początku XVI wieku odnalazł ich niemało – mamy wśród nich bojara litewskiego, kilku dworzan królewskich, rotmistrzów, pułkowników i właścicieli ziemskich. Zastanawiające, że nie ma wśród tej plejady naszego Gabriela…
            Kolejny po Bonieckim heraldyk, Seweryn Uruski, powtarzając większość informacji za poprzednikiem, próbował jej jakoś usystematyzować. Trudno niestety zweryfikować, które podane przez autora informacje są prawdziwe a które jego kompilacjami i domysłami – dość stwierdzić, że kwestii pochodzenia Gabriela także do końca nie rozświetla. Przede wszystkim Uruski wyodrębnił aż trzy linie Hołubów: główna z nich pieczętowała się Abdankiem. Tutaj właśnie znalazł się ów Andrzej, poborca Słonimski, a oprócz niego także: Aleksander w województwie witebskim (1660), Teodor (1665), Walenty syn Szymona, Daniel syn Jakuba, Piotr syn Grzegorza (wszyscy oni zapisani do ksiąg szlachty guberni mińskiej w roku 1811), wreszcie Aleksander, syn Stefana, urzędnik w guberni kowieńskiej (1859).
            Druga gałąź Hołubów miała się pieczętować herbem własnym Hołub („w polu czerwonym litera słowiańska M (odwrócone Ш), której każde ramię wsparte na zielonym wzgórku, a środkowe przedłużone w górę przekrzyżowane, i nad przekrzyżowaniem rozdarte okrągło; na tarczy mitra książęca”). Znani na Wołyniu i Ukrainie: Iwan, właściciel dóbr Bohate (1583) miał synów Piotra, Pawła, Samuela, Jana (rotmistrza królewskiego) i Jerzego. Potem Uruski wylicza imiennie jeszcze kilka pokoleń (w tym kilku rotmistrzów i pułkowników) aż do roku 1831. Dopiero trzeciej gałęzi przypisuje herb Syrokomla, przy czym w linii tej wymienia tylko jedną osobę, Józefa, znanego pod koniec XVIII wieku.
            Bohater naszej opowieści występuje jednak w jeszcze kolejnym wątku, którego początek możemy tutaj przytoczyć: „Jedna gałąź rodziny Hołub [herbu Abdank] zmieniła nazwisko na Hołubek; z niej Jan, proboszcz w Szydłowie, na Żmudzi ok. 1560 r., przeszedłszy na wyznanie kalwińskie, został przełożonym zboru tego wyznania w Szydłowie. Gabryel, dzielny wojownik i rotmistrz w wojnie z Moskwą za Stefana Batorego.”
Wszystkie inne herbarze w zasadzie nie wnoszą już niczego nowego. Jedynie u Hipolita Stupnickiego możemy znaleźć nieco odmienne wyobrażenie herbu, bardziej schematyczne, jakby wzorowane na runicznej hipotezie Franciszka Piekosińskiego (dokładnie takie, jak cytowane wyżej z herbarza S. Uruskiego). Oprócz znanych skądinąd informacji Stupnicki dodaje jeszcze i tę, że „jeden tego imienia w bitwie pod Zbarażem r. 1649 pułkownikował pod wodzą Andrzeja Firleja, kasztelana Bełzkiego, z chwałą niemałą”.
            Między bajki należy włożyć wczesne stwierdzenie Macieja Stryjkowskiego (pierwsze wydanie jego Kroniki miało miejsce w 1582 roku) o kniaziowskim pochodzeniu Hołubka.
            Jako rok urodzenia Gabriela Hołubka podaje się najczęściej „ok. 1550”, co jest datą jedynie domniemaną, ale możliwą. Pierwsza wzmianka, jaką możemy znaleźć o naszym bohaterze w źródłach z epoki, pochodzi z czasów wojen Stefana Batorego o Inflanty (1579-1581) – dowodził wtedy stukonną rotą kozacką, mógł więc mieć około trzydziestki, chociaż śmiało można dodać kilka lat zarówno do przodu, jak i do tyłu.
            Jeszcze się na chwile zatrzymajmy przy owej dacie „około roku 1550” gdyż jest pewna rzecz, być może jakiś trop, którego dziś już być może nie prześledzimy dokładnie, ale kto zabroni spróbować? Seweryn Uruski, pisząc – jak cytowałem już nieco wyżej – o księdzu Janie, który przeszedł na kalwinizm dodaje, że było to około roku 1560. Zdaje się, że datę tę możemy bardziej sprecyzować, a całą historię nieco uszczegółowić.
            W swoich  Wspomnieniach Żmudzi ksiądz Ludwik Adam Jucewicz pisze: „W roku 1532, kiedy nowości religijne z Prus przyniesione, zawróciły w głowie naszym ojcom i prawie wszystkie katolickie świątynie, na zbory innowierców się przemieniły; tejże samej smutnej kolei uległ i kościół Szydłowski, opuszczony od swego pasterza księdza Hołubki, który razem z wielu innymi duchownymi żmudzkiej diecezji, wyrzekłszy się niebieskiego szczęścia, dla brudnego i niestałego szczęścia ziemi, w wygodnych zdaniach szukał swemu sumieniu ulżenia.” Podana data jest raczej zbyt wczesna, a już na pewno nie dotyczy aktu apostazji księdza Hołubki, który mógł mieć miejsce około 1553 roku. Wspomina go Jucewicz raz jeszcze, w kontekście powrotu kościoła szydłowskiego do katolickiej macierzy. Trzeba też przyznać, że wiele się z obu tych wzmianek nie dowiemy. W sumie dość pospolitą jak na ówczesne czasy, ale dla każdej lokalnej społeczności jednak bardzo istotną sprawę, omawia też Józef Łukaszewicz, nic nowego jednak w jego dziele nie znajdziemy. Rola księdza Jana w tamtych wydarzeniach nie jest jasna – zarówno Jucewicz jak i Łukaszewicz mówią o jego przejściu na kalwinizm, podczas gdy w obecnym Szydłowie pielęgnowana jest jego pamięć jako ostatniego katolickiego kapłana, który przezornie, przed opuszczeniem parafii, schował dokumenty fundacyjne kościoła i sprzęty liturgiczne do skrzyni, którą następnie zakopał.
            Czy ksiądz Jan Hołubka miał coś wspólnego z naszym Gabrielem – jak poniekąd sugeruje Seweryn Uruski – nie wiemy, ale jeśli rzeczywiście przeszedł na kalwinizm, mógł się przecież ożenić. Możliwość znalezienia żony i założenia rodziny była zapewne przyczyną wielu „nawróceń” katolickich księży, którzy w ten sposób znajdowali szeroko otwartą furtkę dla swoich osobistych wyborów, a przy okazji mocno podbudowaną kwestiami wiary. Jeśli tak było w przypadku księdza Jana, mógł mieć dzieci. Mógł też mieć najpierw dziecko – syna Gabriela na przykład – a potem nadarzyła się okazja zmiany szat liturgicznych. Tego się już pewnie nigdy nie dowiemy. Natomiast faktem jest, że po raz pierwszy przyszły rotmistrz kozacki pojawi się w szeregach sprzyjających kalwinizmowi Radziwiłłów.

poniedziałek, 23 września 2013

ARGENTI FOSSORES...

Od dawna myślałem, żeby ten blog funkcjonował także jako informacja o książkach dotyczących dziejów Zagłębia, ukazujących się tu i ówdzie. No i czasami piszę, ale też nie o wszystkich nowościach wiem. Teraz dwie - myślę ciekawe propozycje na jesienne wieczory.

Najpierw sprawa poważna: drukowane pokłosie konferencji naukowej ARGENTII FOSSORES ET ALII - cały materiał w zasadzie dotyczy pogranicza małopolskiego i śląskiego (czyli dzisiejszego Zagłębia) w jego gospodarczym aspekcie - głównie wydobycie i wytop srebra, wczesnośredniowieczne hutnictwo itp. Dla ciekawych - rewelacja, dla innych - przynajmniej warto o tej książce wiedzieć.


Szczegółowy spis treści można znaleźć TUTAJ.

Druga pozycja jest znacznie lżejsza gatunkowo, sam jestem jej ciekawy (coś tam zdaje się konsultowałem przy tej okazji). Powieść, której akcja dzieje się w dawnym Będzinie. Może jest już w księgarniach, a jeśli nie, to lada dzień. Jak przeczytam, pewnie coś napiszę.


piątek, 20 września 2013

MAM DUCHA DUCH MA MNIE

Trochę się tego spodziewałem, że będę miał problem z opisem naszych wakacji. Dużo się działo jak zwykle, kilka nowych czeskich zamków i miasteczek + dwa tygodnie nad morzem. Ale że dziewczyny wrzuciły dziś na jutuba filmik z naszego rodzinnego wyjazdu, więc chociaż taki mały fragmencik.

Żeby nie było - my na co dzień tak nie muzykujemy (niestety) - ale trzeba było się rodzinnie zaprezentować, więc spróbowaliśmy. Efekt jest taki: tata gra, mama śpiewa (i przy okazji myli tekst), Marta się za nas wstydzi ale w końcu włącza się aktywnie, Domi też gra, Sara i Milenka jakby wyrwane z innej bajki, nie bardzo wiedzą o co chodzi a i Antek przez chwilę gdzieś się kręci...

Słabo słychać, więc muszę powiedzieć - najpierw to jest "Mam ducha" Słomy, które płynnie przechodzi w "Tyś jak skała..." Deus Meus. Potem Kramcik z Martą też śpewają coś jeszcze z repertuaru chyba Deus Meus. Jak ktoś chce pooglądać, proszę bardzo:)

czwartek, 19 września 2013

FROH III


Miło było na wczorajszej kazimierzowskiej konferencji spotkać starych znajomych. Trochę mi się nawet zackniło za Będzinem...

No i dowiedziałem się, że odbędzie się - po kilku latach przerwy - III Forum Rekonstrukcji Obiektów Historycznych (FROH). W sumie do tej pory odbyły się już trzy Fora (pierwsze nosi numer... zerowy), wszystkie zorganizowane przez ludzi ze Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Dziedzictwa Przyrodniczego i Historycznego MOJE MIASTO. Już myślałem że to nasze Stowarzyszenie niemal umarło (sam nie mam czasu tak się angażować jak na początku, zwłaszcza kiedy jeszcze pracowałem dla Będzina) a tu proszę taka niespodzianka. Poprzednie edycje wspominam bardzo dobrze, może i teraz uda mi się - dosłownie - zagościć. Wszystkich chętnych oczywiście zapraszam. Szczegóły (a także kilka moich starych tekstów - w zakładce: Warto wiedzieć) na stronie Stowarzyszenia MOJE MIASTO.

Image


niedziela, 15 września 2013

KAZIMIERZ - PROGRAM KONFERENCJI

Dla zainteresowanych - program konferencji, która odbędzie się w najbliższą środę (18 września) w Będzinie.


środa, 28 sierpnia 2013

KAZIMIERZ ZAPROSZENIE

Kazimierz Wielki w Będzinie ostatnio ma się dobrze, a nawet bardzo dobrze. W najbliższym czasie szykuje się konferencja naukowa jemu poświęcona. O szczegółach napiszę wkrótce, na razie informacja ogólna i zaproszenie, jakby ktoś chciał sobie termin jakoś zaklepać.



piątek, 26 lipca 2013

O UPADKU MOCARSTWA

Książka wpadła mi w ręce: Carol Stevens, Rosyjskie wojny 1460-1730. Narodziny mocarstwa. Chętnie przytuliłbym jakieś rosyjskojęzyczne wydawnictwo na ten temat, jakiegoś rosyjskiego autora. Mógłby jeszcze być ukraiński. Ale jak się nie ma, co się lubi...


Po anglosaskiej wersji opisu wydarzeń nie spodziewam się wiele, młodzieńczy zachwyt pisarstwem Daviesa dawno mam już za sobą. Ale że temat mnie interesuje, postanowiłem zajrzeć do środka w poszukiwaniu tego, co interesuje mnie najbardziej, schyłku XVI stulecia i wojen naszego węgierskiego króla, jego słynnych wojen o Połock, Wielkie Łuki i Psków. Tu pierwsze zaskoczenie. W książce znajduje się kalendarium wydarzeń, niby dość obszerne, ale... zobaczcie sami odnośny fragment:

(...)
1572 - Rozwiązanie opriczniny; drugi najazd Krymu odparty; reorganizacja południowych umocnień w kolejnych latach
1577-1582 - Wyniszczenie księstwa; ucieczki i nędza w centrum kraju;
1580-1581 - Wprowadzenie tzw. zakazanych lat (ograniczenie chłopom swobody zmiany pana)
1582 - Rozejm w Jamie Zapolskim
1583 - Traktat kończący wojnę ze Szwecją; Narwa i Iwangród przechodzą we władanie Szwecji
(...)

Hm, najwyraźniej zwycięski marsz Batorego słynny jest tylko w naszej rodzimej historiografii. Cóż tam kalendarium! Zajrzyjmy do środka.

Szukam, szukam, wreszcie jest odnośny fragment. Na tyle krótki, że mogę zacytować w całości:
Po długim interregnum polski sejm wybrał Stefana Batorego na króla zjednoczonej unią Rzeczpospolitej Obojga Narodów i przegłosował podatek na wojnę z Iwanem. Rzeczpospolita wkrótce zmusiła moskiewskie garnizony do zwrotu kilku podbitych fortec ku radości miejscowych. W 1579 r. Batory odbił Połock i nie zwlekając przypuścił błyskawiczny szturm na moskiewskie miasta. Armia dowodzona przez Litwę odbiła Wielkie Łuki z rąk niewielkiego garnizonu moskiewskiego. Holm padł w 1580 r., po czym Batory obległ Psków na pięć miesięcy w latach 1581-1582, a jednocześnie Szwedzi zaatakowali Moskwę dalej na północy.

Boskie. A najbardziej podoba mi się fragment, że na czele wojsk stanęła Litwa. A ja, biedny, myślałem, że wojskiem dowodził niejaki Batory.

Więcej rzeczy na razie nie szukałem, spojrzałem jeszcze tylko pobieżnie na akapit o bitwie pod Orszą. Ale poszukałem mapek, jak w każdej książce dotyczącej historii wojen. Ich jakość jest odwrotnie proporcjonalna do podziękowań za możliwość ich wykorzystania. Po dłuższej chwili zorientowałem się, że autor jest... kobietą, więc patrzę na to nieco łagodniej. Wiem z doświadczenia, jaki jest stosunek płci pięknej do kartografii.

DYGRESJA NA MARGINESIE: lekcja historii w liceum. Stoi dziewczyna przed wielką mapą Europy w XVII wieku i ma wskazać, gdzie leży Polska. Niewtajemniczonym podpowiem, że Polska (razem z Wielkim Księstwem Litewskim) na tej mapie to taka wielka różowa plama zajmująca znaczną część arkusza. A ona stoi, szuka, i znaleźć nie może.
To samo liceum, tylko lekcja geografii, dziewczyna chyba inna. Mapa polityczna współczesnej Europy. Polecenie: proszę wskazać Francję. Efekt ten sam - długie sanie przed mapą i wpatrywanie się w kontry, bez rezultatu.
Parę lat później - teraz już studia i niezły hardcore. Egzamin z historii powszechnej XIX wieku. Wielka mapa fizyczna (! - to ważne) Europy, kumpel (nie dziewczyna) dostaje pytanie: proszę pokazać przebieg granic poszczególnych państw niemieckich. Ile ich wtedy było? Ze trzydzieści? Na szczęście profesor  na poprawce zadawał dokładnie te same pytania. Był czas na doszkolenie.

Wracając do książki, jeszcze dwa słowa o jednej mapie. "Wojna trzynastoletnia 1654 - 1667". Dużo z niej nie wynika, ale pierwsze co rzuca się w oczy to "miasta, w których Kozacy i Polacy wymordowali Żydów w latach 1648-1652" oraz strzałka pokazująca ruchy wojsk z opisem: "Rebelia kozacka (...) Pokonawszy polską armię Kozacy wraz z polskim chłopstwem wymordowali ponad 100 000 Żydów."
Patrzę na źródło mapy - atlas Martina Gilberta. Mam w domu jeden z jego atlasów - ten dotyczący historii Żydów, nie mam zastrzeżeń, w końcu treść zgadzała się z tytułem. Ale przed laty kupiłem sobie inną jego książkę - II wojna światowa. Chciałem mieć w jednej książce całą historię tej wojny. I owszem, miałem, ale główne, co można było z tej książki wyczytać, to chyba każdy akt eksterminacji ludności żydowskiej, jakikolwiek gdziekolwiek miał miejsce. A przecież nie tylko o tym miała być ta książka - zob. tytuł. Już na pierwszych stronach można było przeczytać o podpaleniu przez Niemców (dzisiaj może trzeba by powiedzieć: nazistów) będzińskiej synagogi wraz z modlącymi się w niej Żydami. Od tamtej pory mówię, że Będzin dwukrotnie znalazł się w historii powszechnej: raz, gdy w 1589 roku zawierano na zamku traktat polsko-austriacki, dwa, to właśnie owo podpalenie synagogi. Wracając do adremu - nie wiem, czy akurat książki Gilberta są najlepszym źródłem do ilustrowania dziejów wojen rosyjskich. Może jednak autorka nie miała nic innego pod ręką.

Dlaczego jednak o tym piszę? I dlaczego taki tytuł tego posta? Bo właśnie na naszych oczach przegrywamy już nie bitwę, ale całą wojnę. Wojnę o Pamięć. Najnowszy numer "Nowego Państwa" mówi o tym wprost - jeszcze przyjdzie nam przepraszać za II wojnę światową... Szkoda, że jakoś nie możemy się w Europie przebić z naszą (czyli tą prawdziwą;) wersją historii. Prym wiedzie narracja zachodnia (ciągle trwa spór o szkołę niemiecką i francuską) oraz flirtująca z nią narracja wschodnia. A tymczasem nasze dzieje, dzieje pierwszej realnej Unii Europejskiej, miejsce, do którego ciągnęły wszyscy prześladowani w innych częściach Europy (Żydzi, innowiercy) - to wszystko są rzeczy, których nie musimy się wstydzić. Upadek państwowości polskiej musiał oczywiście spowodować krytyczne spojrzenie na ostatnie lata wolnej Rzeczypospolitej, ale później, chyba za komuny, krytykę tę przesunięto na cały okres, jaki nastąpił po "złotym wieku" ostatnich Jagiellonów. Ja w szkole uczyłem się jeszcze o snobistycznej szlachcie, która doprowadziła państwo do upadku, a przecież nauczyciele jeszcze nie zdążyli się zmienić, a jeśli już, to ich rolę przejęli ich uczniowie. Największy, słynący wolnością - i niestety pacyfizmem - kraj w Europie był ościeniem w gardłach sąsiadów. Gdyby ta zaraza wolności wylała się poza nasze granice, zagroziłaby ich absolutystycznym rządom. Dlatego granice trzeba było znieść. A że nie było ponoć w polityce nic tańszego, jak zerwanie polskiego sejmu, musiało skończyć się tak, jak się skończyło. Powywieszanie zdrajców-dygnitarzy (prawie wszystkich, bo prymas popełnił samobójstwo a król ocalał; swoją drogą to ciekawe, że jesteśmy jednym z nielicznych chyba krajów bez królobójcy w swoich dziejach) latem 1794 roku - o czym podręczniki zasadniczo milczą - nie na wiele już się zdało.

EDIT, jakąś godzinę później. Bitwy pod Kłuszynem (1610) też nie ma, ani w kalendarium, ani w samym tekście. Za to jest o... wojnie trzydziestoletniej, która Rosji nie dotyczyła. Przy dacie 1610 jest za to informacja, o wyborze na cara "Władysława z Polski". Dobre sobie. W sumie to się już nie dziwię, że książka sprzedawana jest jako dodatek do (przeterminowanego zresztą, bo o kampanii 1812 roku) numeru specjalnego magazynu "Mówią Wieki".

wtorek, 16 lipca 2013

DWIE BIOGRAFIE

Pierwszą część wakacji mamy już za sobą. Napiszę o tym w swoim czasie - znowu kilka czeskich zamków i miasteczek + awaria turbosprężarki na autostradzie. Wróciłem - i od razu dopadła mnie Historia.

Jakoś tak nawet ostatnio myślałem o żołnierzach wyklętych w kontekście regionalnym - czy mamy tu jakiegoś takiego swojaka. "Ordon" mi do tego wizerunku niespecjalnie pasował - choćby dlatego że zginął jeszcze w czasie wojny. Okazuje się, że jest ktoś taki - to Zdzisław Badocha ("Żelazny"), urodzony w roku 1923 w Dąbrowie Górniczej, tutaj też spędził pierwsze lata dzieciństwa. Jego ojciec służył w KOPie, więc cała rodzina przeniosła się na (bez)Kresy. Tam też uczęszczał do słynnego gimnazjum w Święcianach. Młody chłopak (kiedy wybuchła wojna miał 16 lat; oczywiście początek wojny liczę od '39, a nie jak bracia Rosjanie i ostatnio Niemcy od '41) na Kampanię Wrześniową się nie załapał, ale już trzy lata później zaczął konspirować, przyczyniając się do powstania pierwszego na Wileńszczyźnie oddziału partyzanckiego. Od marca 1944 roku służył w słynnej 5 Wileńskiej Brygadzie AK, dowodzonej przez mjr Zygmunta Szendzielarza "Łupaszkę". Już po wkroczeniu Sowietów w odtworzonej przez "Łupaszkę" 5 Brygadzie Zdzisław Badocha objął funkcję dowódcy plutonu. Zimę 45/46 i wiosnę spędził na Mazurach i Pomorzu. Awansowany na podporucznika czasu wojny zaliczał się do elity 5 Brygady AK. Zginął w wieku 23 lat w czerwcu 1946 roku - do dziś nic nie wiadomo na temat jego grobu.

"Żelazny" - fot. ze strony ŻOŁNIERZE WYKLĘCI - tam można przeczytać pełną biografię.

Grzegorz Korczyński (właściwie: Stefan Kilanowicz) był starszy od "Żelaznego" o 8 lat i z Dąbrową chyba nigdy nie miał nic wspólnego. Po śmierci ojca porzucił naukę a w 1937 roku wyjechał do Hiszpanii walczyć w cudzym interesie - tam z ramienia NKWD zajmował się m.in. czystością kadr tzw. brygad międzynarodowych. Legenda "dąbrowszczaków" pozwoliła mu później zrobić błyskotliwą karierę aż do stopnia generała. Do Polski wrócił w 1942 od razu angażując się w organizację partyzantki pod znakiem AL. Z Niemcami trochę oczywiście walczył (bezwartościowe w sumie akcje typu napad na pocztę, urząd gminy czy wymordowanie niemieckiej rodziny przynosiły tylko krwawe represje na ludności cywilnej zamieszkującej okoliczne wsie) ale jego najsłynniejszą akcją był mord ponad setki Żydów (głównie - rzecz jasna - kobiet i dzieci) w Ludmiłówce. Po wojnie pacyfikował wsie podejrzane o współpracę z antykomunistycznym podziemiem oraz współtworzył Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. W roku 1970 dowodził wojskiem pacyfikującym Wybrzeże a zwieńczeniem kariery była ambasada w Algierii, gdzie zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach w roku 1971.

Jakoś te dwie skrajne sylwetki, na wskroś skraje życiorysy, przyszły do mnie jednego dnia. Nawet czytając niby programowo bezideową, a jednak nieco lewicującą Wikipedię można prześledzić zasługi obu oficerów dla Polski. Już po 1945 "Żelazny" skoncentrował się na likwidacji funkcjonariuszy UBP, milicjantów puszczając wolno. Najbardziej znany rajd z 19 maja 1946 roku przez powiaty starogardzki i kościerski doprowadził do likwidacji 7 posterunków MO (milicjanci puszczani byli wolno, tylko w Starej Kiszewie rozstrzelano kilku funkcjonariuszy UBP). "Grzegorz" stał po drugiej stronie barykady - nie spotkali się nigdy, bo jeden działał na Pomorzu, drugi na Lubelszczyźnie. Na czym polegały jego akcje pacyfikacyjne możemy się tylko domyślać. Aresztowany w 1950 (to takie wewnątrz partyjne rozrachunki) i skazany m.in. za "mordowanie ludności żydowskiej" (ciekawe, że ostatnio lansowana teza sugeruje, jakoby to AK była nastawiona antysemicko). Co jeszcze ich różni? Jednego miejsce pochówku nie jest znane, drugiego po tajemniczej (samobójczej?) śmierci pochowano w Alei Zasłużonych na Powązkach.


Na koniec zagadka: który z nich został uhonorowany ulicą w Dąbrowie Górniczej?

Chcecie znaleźć tę ulicę? Krzyżuje się z ul. Armii Krajowej... I jeszcze z ulicą Jana Mizerkiewicza, zabitego przez Gestapo działacza Organizacji Orła Białego z Ząbkowic... To ci dopiero psikus historii.

PS.
Jeszcze taka jedna smutna ciekawostka 1 MAJA W DG - zwróćcie uwagę na flagę za czerwonym transparentem.

czwartek, 4 lipca 2013

KONTRREWOLUCJA ŚWIECKICH


Kontrrewolucja świeckich. Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi

Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi (www.piotrskarga.pl) to założona w 1999 roku w Krakowie organizacja katolików świeckich, dążących do promocji w społeczeństwie katolickich wartości, takich jak tradycja, rodzina, własność. Stowarzyszenie działa w sektorze organizacji pozarządowych, na prawie państwowym. Jego członkowie podkreślają, iż w swoich działaniach kierują się nauczaniem Świętego Kościoła Katolickiego oraz wskazaniami wynikającymi z dekretu soborowego Apostolicam Actuositatem o apostolstwie świeckich.

 logo Polonia Christiana

W ciągu kilkunastu lat istnienia Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej rozwinęło swoją działalność na wielu polach, głównie w obszarze kultury, oświaty, edukacji, ewangelizacji. Wydało wiele dzieł w formie książkowej, w tym m.in. dobrze znaną w środowiskach konserwatywnych publikację prof. Plinia Correi de Oliveiry pt. „Rewolucja i Kontrrewolucja”. SKCh ks. Piotra Skargi regularnie wydaje także czasopisma: dwumiesięcznik „Przymierze z Maryją”, o którym wiceprezes Stowarzyszenia Sławomir Skiba napisał: Mamy nadzieję, że poprzez jego lekturę - zapoznawanie się z wiadomościami i listami do uczestników kampanii oraz różnymi, specjalnie wybranymi tekstami, zapewniamy czytelnikom i nam samym odpowiednią formację, świadomość moralną i religijną; natomiast od 2008 roku także społeczno-polityczny magazyn "Polonia Christiana". Stowarzyszenie organizowało lub współtworzyło dziesiątki akcji społecznych, kampanii promujących lub broniących chrześcijańskie wartości i symbole w przestrzeni społecznej. Ostatnią tego typu akcją była wiosenna kampania "Nie dla związków partnerskich", dzięki której do kancelarii premiera Donalda Tuska dotarło blisko 120 tysięcy protestów przeciwko ustawie umożliwiającej zawieranie związków partnerskich na równi z małżeństwem.

Od początku istnienia działaczom katolickim z Krakowa towarzyszy hasło „Przebudźmy sumienia Polaków” i postać księdza Piotra Skargi. Szczególną wymowę w kontekście rosnącego zainteresowania działaniami Stowarzyszenia ma niedawna decyzja o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego patrona Stowarzyszenia.

*   *   *
Mój drobny osobisty komentarz do powyższego tekstu TUTAJ.