wtorek, 26 kwietnia 2016

ZAMKI NAD PRZEMSZĄ - zaproszenie

W najbliższy czwartek (28 kwietnia 2016) w będzińskiej Bibliotece z okazji obchodów 706 rocznicy urodzin Kazimierza Wielkiego odbędzie się spotkanie autorskie w temacie takiej oto książeczki:

Wstęp wolny i egzemplarz gratis - zapraszam.

czwartek, 11 lutego 2016

KUDAK A SPRAWA... ZAGŁĘBIOWSKA

Przymierzając się do stworzenia modelu XVII-wiecznej twierdzy w Kudaku natrafiłem na ciekawy wątek będzińsko-dąbrowski. Otóż kapitanem twierdzy (zastępcą komendanta) był Adam Koniecpolski, syn Zygmunta Stefana Koniecpolskiego, starosty będzińskiego i twórcy Dąbrowy (dziś: Górniczej).

(To jest szkic artykułu, może kiedyś urodzi się coś więcej.)

 
Kudak dzisiaj - źródło.


Kudak, legendarna twierdza kresowa, założony był przy pierwszym porohu dnieprowym, w okolicach dzisiejszego Dniepropietrowska. Z założenia miał być kresową strażnicą, obsadzoną wojskiem w celu kontrolowania buntowniczych Kozaków oraz ruchów zawsze nieprzyjaznej Turcji. Pomysł i realizacja budowy twierdzy były w pełni zasługą hetmana koronnego Stanisława Koniecpolskiego (kuzyna i towarzysza dziecięcych zabaw naszego będzińskiego starosty). Pierwsza fortalicja, obsadzona przez dwustu dragonów, powstała w roku 1635. Od razu jednak stanęła ością w gardle Zaporożcom. Przechodzący ze swoim oddziałem Iwan Sulima, wracający z wyprawy na Morze Czarne, nocą z 3 na 4 sierpnia 1635 dzięki zdradzie kilku Rusinów opanował twierdzę i wybił jego załogę. Wydarzenia te paradoksalnie potwierdziły niezbędność silnej kresowej stanicy i na sejmie 1637 roku podjęto uchwałę o sfinansowaniu odbudowy fortu w nowej, większej formie. Koniecpolski nie czekając na niepewne pieniądze sam rozpoczął prace nad odbudową, które bezpośrednio nadzorował. Nowa twierdza stanęła tuż obok starego fortu w roku 1639 i przetrwała aż do początku XVIII wieku, w międzyczasie stawiając kilkumiesięczny opór tysiącom kozackiej czerni w czasie powstania Chmielnickiego. Obsadzona przez sześćsetosobową załogę stanowiła także jeden z czterech arsenałów artylerii koronnej. Do dziś czytelne są dwa spośród czterech pierwotnych bastionów (twierdza była budowana według założeń szkoły staroholenderskiej.

 
Dniepr na mapie z 1631 roku, jeszcze przed budową twierdzy. Literą A oznaczono pierwszy poroh - Kadak. Źródło.


Z trzech synów Zygmunta tylko Adam, urodzony po roku 1610, dożył dorosłości. W wieku 15 lat wysłany przez ojca do Niderlandów celem nauki sztuki wojennej, skąd wrócił w 1632 roku, na elekcję Władysława IV. Brał udział w wojnie z Moskwą (1632-34), jako chorąży w pułku Eliasza Arciszewskiego (brata znanego skądinąd pierwszego polskiego kondotiera Krzysztofa). U jego boku brał udział w oblężeniu Smoleńska. Ojciec tak go wspominał: „W oczach króla jmci Władysława, gdy się u mostu pewnego z Moskwą pułk Arciszewskiego rozprawował, a tak że z 1200 ludzi tylko Arciszewskiemu zostało 500, lubo i Moskwy wiele poległo, on we wszystkim ogniu z chorągwią się uwijał, a drugę, gdy chorążego zabito z kompanij pana Pacławskiego w tym regimencie, porwał i tak z dwiema się uwijał, aż za wskazaniem króla jmci (który rzekł: „Ej, tego czerwonego ratujcie!”) skoczył Jakub Madaliński z chorągwią i wsparł Moskwę. Jednę chorągiew rzucił Adam konnemu, a z drugą między konnemi z owego razu oddalił się. Żołdacy potem kupili się do niego. Co sam król jeść przed panem krakowskim [hetmanem Stanisławem Koniecpolskim] przyznał; na uszy swoje słyszałem gdy mówił te słowa: „Sędzia będzie miał syna rycerskiego, napatrzyły się oczy nasze na dzieła jego, trzeba aby wierność wasza nań łaskaw był.” Pan krakowski na to rzekł: „Cieszę się z tego i ja mości królu, że to Pan Bóg zdarzył, iż wasza królewska mość oczyma swemi na dzieła jego patrzył, zaczem mniej mi go będzie trzeba zalecać w. k. mości, na którego jako i na ojca, aby wasza królewska mość był łaskaw, proszę!”

 
Okolice Kudaku na mapie Dniepru, za: A. Czołowski, Kudak, Przyczynki do założenia i upadku twierdzy.

Po wojnie moskiewskiej, nadal w służbie pod Arciszewskim, walczył Adam w Prusach (1635) gdzie mu stryj (kuzyn ojca), hetman Koniecpolski, przydał własną frejkompanię (ok. stu żołnierzy). Walczył potem jeszcze w służbie cesarskiej, na wojnie z Parmą doszedł aż do Mediolanu. W roku 1637 wrócił do rodzinnego domu, skąd po krótkim (?) odpoczynku wraz z ojcem udał się do hetmana, który ruszał właśnie pod odbudowywany Kudak (pierwotna twierdza padła w sierpniu 1635 roku). Tam hetman „Żółtowskiego gubernatorem zostawił; kapitaństwo Adamowi dał, i sto żołdaków oddał; trwał tam półzwarta lata [do 1641].  Cała załoga twierdzy liczyła w tym czasie ok. 600 piechoty oraz chorągiew jazdy a kapitan był zastępcą dowódcy – gubernatora (i najprawdopodobniej dowódcą owej konnej chorągwi). Po Adamie funkcję kapitanów dzierżyli jego kuzyni, Jakub i Stanisław, obaj polegli pod Kudakiem w walkach z Kozakami, jeden przed a drugi w czasie powstania Chmielnickiego. Zdawać by się mogło, że wielki hetman swoim krewniakom załatwia dobre synekury – nic jednak bardziej mylnego. Służba na granicy Zadnieprza równała się niemal zesłaniu, a żaden Koniecpolski nigdy dowódcą Kudaku nie był. W liście do hetmana z 2 maja 1640 roku Adam pisał: „Życzyłbym ja sobie tego, abym codziennie o szczęśliwym powodzeniu i dobrym zdrowiu W.M.m.m.P. i dobrodzieja mógł wiedzieć i wzajem według rozkazywania W.M.m.m.P. o wszystkim, co się kolwiek u nas nędznych na tej pustyni dzieje, oznajmował i nie niedbałością moją, ale odległością miejsca się to dzieje.” Nie znamy szczegółów życia codziennego w twierdzy, ale z nielicznych zachowanych opisów rysuje się obraz niezbyt idylliczny. I nie o samo zagrożenie kozackie tutaj chodzi. Towarzyszący odwiedzającemu Kudak w roku 1647 księciu Jaremie Wiśniowieckiemu Bogusław Maskiewicz zanotował taką uwagę: „Pod wałem przekop głęboki, a w zamku samym chałupek z gliny ulepionych, maluchnych, że w drugą rakiem leść trzeba, pełno było, w których różni rzemieślnicy mieszkali.” (Z tego opisu dowiadujemy się także, że jednym z obowiązków kapitana było coroczne podniesienie wału o  1 łokieć.). Do twierdzy przylegała niewielka osada, Słobódka, gdzie „domów było ze sześćdziesiąt, których ludzie zachorzy [przybysze] mieszkali, gruntów nie wyrabiając dla niebezpieczeństwa od ordy i jeśli kto robił, bardzo niewiele i ostrożne. Na rybach bardzo mieli się dobrze. Zboże bajdakami od Kijowa i innych włości podwożono im. Nad samym Dnieprem był bazar, gdzie przedawano od rzemienia i innych drobiazgów. W pół mili od Kodaku stała wieża wysoka, która na ośm mil wokoło widziała. na tej wieży ustawiczna straż bywała, t.j. ludu ognistego sto i konnych dziesięć.” Inny opis Słobódki mówi o „pewnej ilości lepianek, domków i niskich jak kretowiska ziemianek”, zatem życie tutaj nie należało do łatwych, aby to wówczas jedyna stała osada ludzka w promieniu kilkudziesięciu kilometrów! Najbliżej – dwie mile ówczesne, czyli jakieś dwadzieścia kilometrów – leżała Samarya (Samara, „pałanka zaporożska” mająca pod sobą pewien okręg futorów, pasiek, zimowników pastwisk i pól).

 
Plan starej i nowej twierdzy w Kudaku, za: A. Czołowski, Kudak, Przyczynki do założenia i upadku twierdzy.


            Po powrocie z Kudaku ożenił się Adam z podkomorzanką pacławską, Petronelą księżną Światopełk-Czetwertyńską, z którą miał dwie córki, Zofię Annę i Aleksandrę. Ślad po córkach ginie jednak w mrokach dziejów, co zasadnym czyni pytanie, czy nie doszło tu do jakiejś genealogicznej pomyłki, gdyż dokładnie takie same imiona nosiły obie siostry Adama. Od ojca dostał starostwo szczercowskie, ale wkrótce, ok. 1649 roku, zmarł.

wtorek, 9 lutego 2016

ZNAJDŹ RÓŻNICĘ - CZORSZTYN AD 2016

Dostałem to zdjęcie od Roberta S. Też na Tamie był w TAMTYCH latach, oraz ostatnio, w okolicach Nowego Roku. Wody w zbiorniku opadły na tyle, że odsłoniły niektóre dawno zapomniane i zalane miejsca. Aż trudno uwierzyć, ale to jest to samo miejsce, gdzie kiedyś stał squot, przed którym odbywały się słynne spotkania.


I jeszcze jedna pamiątka:


niedziela, 31 stycznia 2016

STYCZNIOWE KLIMATY

Ależ mnie wzięło na rymowanie... Ale to normalne - styczeń, Afryka. Już myślałem, że w tym roku mnie minie, ale jednak nie.


*     *    *
i znowu jesteś – tam, gdzie nie dosięgam
widzę twoje ślady, choć zerkać nie mogę
karmiony bezkresem, bezlitosnym drżeniem
dawno już wybrałem wytęsknioną drogę

czy ja ją wybrałem, czy ona wybrała
wzięła mnie w objęcia, rozpalona, bosa
zwiedziony marzeniem, zgorzkniały ułudą
usnąłem nad ranem w jej wilgotnych włosach

dziś jesteśmy inni, posiwiali, grzeszni
dzielą nas porody, śmierci i radości
język zalękniony, wygasłe spojrzenia
banalna historia niedoszłej miłości

po co nam to było, ten wieczór styczniowy
co chcieliśmy znaleźć, co zgubić, co zabić
po co w sercu zamknąć obraz, dźwięk i ranę?

- żeby ono nigdy nie przestało krwawić

piątek, 29 stycznia 2016

* * *

W jednym z ostatnich numerów "Nowego Zagłębia" ukazało się coś z moich staroci:


Tak więc idąc za ciosem, wiersz najnowszy:



*     *     *

                                            -C.D. Kramli

nie przyszłaś wcale bursztynową nocą
spojrzenia zgasły, sny zaniemówiły
hologram twarzy, zapach płatków śniegu
tylko chęć pisania – lecz wyzuta z siły

nie mogę, pragnę, nie chcę, nie potrafię
powiedzieć tego co tłucze się w głowie
lub sercu, wątrobie, w każdym okamgnieniu
choć myśli się słowią – nigdy nie wypowiem

dlatego nie piszę, ni listów, ni pieśni
stać mnie dziś tylko na iluzję grania
dopokąd pójdę, gdzie wyrzucę złudę
ażeby nie zniszczyć naszego kochania

czwartek, 22 października 2015

ZAMEK SIELECKI - HISTORIA PRAWDZIWA

Nareszcie jest!!! Długo przyszło nam czekać na takie opracowanie. Wszystkie okoliczne zamki mają swoją literaturę, a tylko ten jeden, jedyny, musiał długo czekać na swego historyka. Rafał Bryła, od lat zawodowo związany z tym obiektem, wreszcie wydał książkę, która jest owocem jego długich poszukiwań.


Zamek sielecki może też najmniej funkcjonuje w świadomości społecznej, że przeciętnemu Kowalskiemu może w ogóle nie przypominać zamku. Mimo, że od lat mówiło się o jego średniowiecznych początkach (mieszając w to nawet... templariuszy), zamek przez swe wielokrotne przeróbki dużo stracił ze swego pierwotnego wyglądu. Bardziej kojarzony z rozwojem przemysłu i dawnym muzeum szkła, nie przyciągał uwagi szerszych rzesz społeczeństwa. Mimo kilku spektakularnych odkryć (XIV-wieczne mury, sgraffito na ścianie obok dawnej kaplicy) ciągle pozostawał nieznany.


Rafał Bryła w swej bogato ilustrowanej książce przedstawia wszystko, co na temat wiadomo - począwszy od średniowiecznych dokumentów, poprzez wyniki badań archeologicznych aż po ostatnie przemiany architektoniczne. Gdzieś w tle skrótowo przestawione są także burzliwe dzieje pogranicza małopolsko-śląskiego, z jego raubritterami i magnatami przemysłowymi.


Książkę szczerze polecam, choć zdaje się, że póki co można ją dostać tylko niemalże spod lady - w jednej z sosnowieckich... herbaciarni. No cóż, takie czasy nastały dla książek historycznych.

wtorek, 20 października 2015

ARMIA XIĘSTWA SIEWIERSKIEGO



Artykuł, który ukazał się w wakacyjnym wydaniu magazynu "NOWE ZAGŁĘBIE". To temat na większe opracowanie, jedna z moich idee fixe, ale niech będzie, bo dawno nic na blogu nie napisałem. :)

Wojskowość Pierwszej Rzeczypospolitej jest tematem dość zawiłym. Konia z  rzędem laikowi, który będzie się orientował w niuansach, jak odróżnić wojska kwarciane od powiatowych. każdy wie, że na naszą husarię nie było mocnych, tak samo gromiła szwedzkich rajtarów jak kozackich mołojców. Ale kto, gdzie i za co (a właściwie: za ile?) walczył – jest już niezwykle trudne do ustalenia. Jednym z ciekawszych zagadnień, jak dotąd w ogóle nie rozpoznanym przez historyków, jest kwestia wojska wystawianego przez biskupie Księstwo Siewierskie.
           
Już na samym wstępie należy się Czytelnikom pewne istotne wyjaśnienie: otóż słowo „armia” nie jest tu stosowane w swym ścisłym znaczeniu, zależnym od liczebności wojsk. Mamy na myśli raczej ogół sił zbrojnych, wystawionych przez dane państwo. Czy w przypadku Księstwa Siewierskiego możemy się posłużyć takim skrótem myślowym?

KSIĘSTWO SIEWIERSKIE

„Kradnij, zabijaj, ale Siewierz omijaj” – to przysłowie nie jest stosowane tylko w przypadku Księstwa Siewierskiego, ale tutaj rzeczywiście pasuje jak ulał. Księstwo, położone na styku ziem Korony Królestwa Polskiego i Cesarstwa, szczyciło się własnym, niezależnym sądownictwem. Powiedzmy od razu: nie tylko sądownictwem. W skali Rzeczpospolitej trudno znaleźć analogię, ale jeśli spojrzymy na współczesną mapę Europy, już tak. Gdyby Księstwo Siewierskie przetrwało do dzisiaj (a okoliczności jego likwidacji, swego rodzaju staropolski „skok na kasę”, mogą i powinny stanowić kanwę nie tylko artykułu w lokalnym miesięczniku, ale odrębną monografię) byłoby takim mniej więcej państwem, jak Księstwo Lwchtenstein czy Andora. Przypomnijmy: zakupione z rąk księcia cieszyńskiego Wacława w roku 1443 księstwo siewierskie nie weszło w skład Korony. Nabywca, znany skądinąd biskup Zbigniew Oleśnicki zakupił ten skrawek ziemi, położony w klinie między Czarną Przemszą a Brynicą, dla kapituły krakowskiej. Od tego momentu każdorazowy biskup krakowski nosił także tytuł księcia siewierskiego. Od tego momentu należy także – naszym zdaniem – pisać nazwę księstwa z dużej litery. Ciekawostką historyczną może być fakt, ze sam tytuł księcia siewierskiego biskupi krakowscy utrzymywali aż do… połowy XX wieku. Jeszcze i dziś możemy spotkać się z określeniem „kuria książeco-metropolitarna”. Już rzut oka na mapę XVII-wiecznej Rzeczypospolitej daje nam dużo do myślenia: Księstwo Siewierskie nie wchodzi w skład ziem koronnych Rzeczypospolitej (której granica zatrzymywała się u stóp zamku Będzińskiego, na Czarnej Przemszy), ale jest częścią… województw krakowskiego. Prawda, że dziwne?
Sama likwidacja Księstwa, jak i połączona z nim sekularyzacja dóbr biskupich w czasie sławnego Sejmu Czteroletniego, była niebywałym skandalem zasługującym na odrębny artykuł. Wróćmy jednak do korzeni: zakupione przez biskupa Oleśnickiego Księstwo było w praktyce niezależnym tworem państwowym, prowadzącym własną politykę (z wyjątkiem zagranicznej), posiadającym własne sądownictwo, monetę, nadania szlacheckie i… armię. Oczywiście biskupi nie ze wszystkich swych przywilejów korzystali w sposób pełny: na przykład od dziś nie znamy jakiejkolwiek monety bitej w książęcym Siewierzu. Kwestia indygenatów (nadań szlacheckich) zawsze budziła sporo kontrowersji, choćby w momencie ich akceptacji podczas inkorporacji Księstwa do Korony. Innym, jak dotąd mało poznanym zagadnieniem jest kwestia sił zbrojnych Księstwa. Nie możemy oczywiście, w świetle zachowanych źródeł (czytaj: ich braku) dokładnie określić składu, struktury, barwy czy uzbrojenia tej armii, nie mamy jednak wątpliwości co do jej istnienia. Temat ten jak dotąd nie znalazł się na warsztacie żadnego historyka, stąd też i poniższe rozważania stanowią jedynie rodzaj wstępnego rozpoznania zagadnienia.


Piotr Gembicki - biskup krakowski i książę siewierski.


Czy Księstwo Siewierskie miało swoje wojsko? Na tak zadanie pytanie możemy z całą pewnością odpowiedzieć: tak. Świadczą o tym zarówno przywileje biskupów krakowskich nadawane Księstwu (jak choćby zachowany w zbiorach Muzeum Zagłębia w Będzinie dokument Piotra Gębickiego) jak i znane z historii fakty jego użycia w boju. O najbardziej znanym powiemy za chwilę. Co więcej: w zachowanych szczątkowo materiałach co rusz napotykamy osoby, które w hierarchii Księstwa pełniły jakąś funkcję wojskową. Marszałkami siewierskiego koła rycerskiego byli na przykład: Michał Jarocki z Jaroszyna (1699), Jan Adolf Frankenberg (1712-1723) czy też jego zięć, „towarzysz znaku pancernego najjaśniejszego królewicza jegomości polskiego Augusta”, Franciszek Piegłowski (od 25 kwietnia 1724 roku). jego z kolei syn, Stefan Antoni Piegłowski, w połowie XVIII stulecia pełnił funkcję chorążego siewierskiego. Jeśli kogoś nie przekonuje tytuł marszałka koła rycerskiego dodajmy, że zarówno Michał Jarocki jak i Jan Adolf Frankenberg byli także rotmistrzami Księstwa Siewierskiego, a to już tytuł czysto wojskowy, powiedzielibyśmy dziś: stopień oficerski. Podobne funkcje dzierżyli także członkowie najznamienitszego rodu zamieszkującego tereny Księstwa: Mieroszewskich.
Znane jest kilkukrotne użycie sił zbrojnych księstwa w walkach na pograniczu. Już Zbigniew Oleśnicki przy pomocy swoich oddziałów odpierał napady książąt śląskich. Fryderyk Jagiellończyk (kardynał i biskup krakowski, książę siewierski w latach 1488 – 1503) ) zebrał jeźdźców 500 i kilka rot piechoty, lecz nim się to przywlekło, do Korczyna oni uszli”. Piotr Tomicki (biskup w latach 1524-1535) w roku 1526, gdy król wyprawił się z pospolitym ruszeniem na Turki i Tatary, on zaciągnął stukonną chorągiew i wysłał z dóbr swoich co dziesiątego człowieka, za co dziękował mu Zygmunt August listem. Znany XVII-wieczny kronikarz (także biskup) Paweł Piasecki wspomina, że Filip Padniewski (biskup książę siewierski w latach 1560-1572) „utrzymywał dwór okazały, gdyż jeździło przed nim 200 konnych strojnych w bławaty, a na każdym był łańcuch złoty – może tylko złocisty?Z kolei biskup Franciszek Krasiński (1572-1577) podczas bezkrólewia, po śmierci Zygmunta Augusta, przeciw Tatarom posłał 100 koni ze Stanisławem Krasickim oboźnym a na Gdańszczanów 50 husarzy i 200 piechoty. Naśladując Padniewskiego, który się wszędy okazale okazywał, stawił się przy koronacji Henryka króla w 200 ludzi konnych, na włoski obyczaj ubranych, z których każdy miał złoty łańcuch na szyi a przy koronacji Batorego tęż sztukę pokazał w 50 husarza uzbrojonego, których wysłał wraz z królem pod Gdańsk, przydawszy do tego 200 pieszych z rusznicami, pod doświadczonym wodzem Stanisławem Pękosławskim”. Jeszcze Marcin Szyszkowski (1616-1630) „nie żałował ze szkatuły swojej na żadne potrzeby krajowe, a pod Chocimską wojnę, dla obrony Krakowa, oddanego mu w opiekę, chował 400 piechoty i 100 jezdnych.

SIEWIERZANIE POD CZORSZTYNEM

Bez wątpienia najbardziej znanym epizodem wojennym, w którym bez wątpienia brało udział wojsko Księstwa Siewierskiego, była pacyfikacja powstania chłopskiego na Podhalu, znanego w historiografii jako powstanie Aleksandra Kostki-Napierskiego. Dziwna to postać, w dobie PRL-u kreowana na przywódcę antyfeudalnego powstania uciemiężonego ludu polskiego. Niby szlachcic, oficer z czasów wojny trzydziestoletniej, do dziś budzi kontrowersje wśród historyków: czy był świadomym dywersantem Bohdana Chmielnickiego czy też działał samodzielnie (ulice jego imienia w kilku większych miastach Polski po dziś dzień świadczą o niemożności rozstrzygnięcia tego sporu). Przypomnijmy pokrótce tło tamtych wydarzeń. W roku 1648 na wschodnich kresach ogromnej Rzeczypospolitej wybuchło powstanie. Ani pierwsze, ani ostatnie, powtarzały się one wówczas ze średnią częstotliwością co 10 lat. Tym razem na czele buntu stanęła jednak postać wyjątkowa – Bohdan Chmielnicki, który już w pierwszych kilku starciach zbrojnych upokorzył armię polską armię i zagroził spoistości państwa. W roku 1651 miało dojść do – zwycięskiej dla wojsk koronnych – bitwy pod Beresteczkiem, ale przywódca kozacki nie zasypywał gruszek w popiele i jak się zdaje próbował rozniecić powstanie na ziemie rdzennej Rzeczypospolitej. Właśnie w tym celu miał się posłużyć Kostką-Napierskim, który w czasie, gdy cała niemal armia koronna znajdowała się na bezdrożnej Ukrainie, wzniecił bunt na Podhalu. Powołując się na rzekome rozkazy królewskie nawoływał do obalenia władzy szlachty i w czerwcu 1651 roku zajął zamek w Czorsztynie. Prawdopodobnie oczekiwał zbrojnej pomocy ze strony księcia siedmiogrodzkiego Jerzego Rakoczego, który jak wiadomo wystąpił przeciwko Polsce dopiero po kilku latach, już w dobie „potopu” szwedzkiego, jako sojusznik Karola Gustawa.
Kiedy całe wojsko koronne zbierało się do walnej bitwy na Ukrainie (bitwa pod Beresteczkiem miała miejsce na przełomie czerwca i lipca), w całym kraju nie było żadnej siły zdolnej powstrzymać zbuntowane chłopstwo, Żadnej, z wyjątkiem prywatnych zaciągów biskupa krakowskiego – księcia siewierskiego Piotra Gębickiego. Własnym sumptem wystawił on ze swoich małopolskich dóbr może ni silną, ale wystarczającą armię. W jej skład weszły następujące oddziały: z Siewierza 200 ludzi piechoty, 60 harników (czasami w tym kontekście jest mowa o kawalerii) oraz dwa działa, z Lubowli 150 ludzi i także 2 działa, z samego Krakowa 250 ludzi oraz dragonia biskupa z jego dóbr muszyńskich – w sumie pod Czorsztynem połączone siły biskupa liczyły około tysiąca ludzi z przynajmniej czterema działami. Energiczne działania bp Gębickiego (jego armia pod Czorsztynem pojawiła się już 22 czerwca) skutecznie powstrzymały rozwój powstania na Podhalu. Powstańcy, skupieni w licznych zbrojnych watahach, ruszali już na Kraków, ale sam Napierski w Czorsztynie zupełnie nie był przygotowany do obrony – załogę zamku w tym czasie stanowiło zaledwie 27 chłopów i 5 dziewcząt. Posłaniec, którego wysłał po zakup kul i prochu, został schwytany. Napierski „topił ołów z okien, gwoździe z gontów wyjmował, posadzki marmurowe rzucał, kule zbierał, lał na dragonów smołę, raził gradem kamieni i choć sam ranny, bronił się przez dwa dni do upadłego”. 24 czerwca zamek został zdobyty, Kostka-Napierski schwytany i wkrótce potem (28 lipca) nabity na pal. Podhalańscy chłopi podobno jeszcze próbowali ratować swojego przywódcę, ale egzekucja w zasadzie odbyła się bez przeszkód. We wtorek przed południem na podkrakowskich Krzemionkach zebrał się rządny wrażeń lud krakowski. „Kat Szymek nie umiał pala wbić, po kilka razy weń uderzył, nim egzekucję spełnił”. Kosztowało to podatnika całe 40 florenów, z czego 30 poszło na „napitek”…


This photo of Czorsztyn is courtesy of TripAdvisor
 
Udział wojska księstwa siewierskiego w tłumieniu powstania Kostki-Napierskiego był właściwie ostatnim jego wystąpieniem na arenie dziejów Polski. Przynajmniej – ostatnim znanym. Jeszcze w roku 1653 szlachta siewierska najeżdżała zbrojnie śląskie dobra Donnersmarcków w odwecie za zniszczenia, jakich dopuścili się werbowani przez nich rajtarzy na terenie ziemi siewierskiej rzekomo powoływani w celu pomocy Rzeczypospolitej w walce z Kozakami. Ciekawe skądinąd, że wraz z zanikiem aktywności siły zbrojnej biskupów krakowskich, pojawiają się informacje o różnych chorążych, rotmistrzach i innych urzędnikach wojskowych. Być może mamy w tym przypadku do czynienia jedynie z tytulaturą honorową, nie mającą żadnego przełożenia na tan faktyczny.

W temacie niewielkiej (w myśl przywilejów biskupich miało to być 200 ludzi piechoty i 60 konnicy) siły zbrojnej biskupiego Księstwa Siewierskiego nie da się dziś wiele powiedzieć. Nie dysponujemy w tej materii ani jednym konkretnym świadectwem, a wszelkie informacje są rozproszone w przeróżnych źródłach, nigdy dotąd pod tym kątem nie badanych. Do tych chlubnych, dziś już niemal zapomnianych, tradycji próbuje nawiązywać siewierskie bractwo rycerskie (Chorągiew Rycerska Księstwa Siewierskiego) w postaci kilkuosobowej sekcji „siedemnastowiecznej”, która regularnie ćwiczy swoje umiejętności w „robieniu szablą”. Mniej widoczni i spektakularni niż średniowieczni rycerze, mniej „wybuchowi” niż rekonstruktorzy czasów I i II wojny światowej, skutecznie nawiązują do rodzimych, militarnych tradycji Xięstwa.