poniedziałek, 28 sierpnia 2017

STRZEMIESZYCE WIELKIE dożynkowo

Z kronikarskiego obowiązku: właśnie ukazała się kolejna "dożynkowa" publikacja, tym razem o Strzemieszycach Wielkich. Więcej i bardziej naukowo można poczytać w monografii - tutaj raczej taki szkic historyczny z dodatkiem o strzemieszyckim KGW.


środa, 28 czerwca 2017

645 LAT UJEJSCA - zaczynamy


POCZĄTKI UJEJSCA

Kiedy powstało Ujejsce? Na tak postawione pytanie nie możemy oczywiście udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Możemy co najwyżej powiedzieć, kiedy nazwa wsi została po raz pierwszy odnotowana w źródłach historycznych. Niestety, także i w tym przypadku nie możemy mieć stuprocentowej pewności, gdyż dysponujemy dwiema różnymi datami, obiema z wieku XIV. Druga z nich – 1372 – bez wątpienia odnosi się do Ujejsca, i to właśnie ona stała się podstawą obchodzonego w roku 2017 645-lecia miejscowości, niegdyś stosunkowo dużej wsi, dzisiaj (od 1977 roku) dzielnicy Dąbrowy Górniczej. Jest jeszcze jedna, wcześniejsza data (1358, dokładnie w roku lokacji miejskiej Będzina) której niestety nie można uznać bez zastrzeżeń. Przyjrzyjmy się bliżej obu wydarzeniom, kryjącym się pod tymi datami.

1358

            Kodeks dyplomatyczny katedry krakowskiej (cz. 1, dok. nr 212, s. 269-270) przynosi nam pod rokiem 1358 wiadomość, jakoby niejaki Wiktor wraz ze swoim krewnym (łac. nepos posiada kilka znaczeń, oprócz najczęstszego ‘wnuk’ także m.in. ‘bratanek’ i ‘siostrzeniec’) Klichem sprzedali wieś Ujejsce (w oryginale: Vyezdzecz, co można przeczytać także jako Uyezdzecz, gdyż w średniowiecznej łacinie litery „u” i „v” zapisywane były tak samo) biskupowi krakowskiemu Bodzancie za dwadzieścia grzywien szerokich groszy praskich i cztery miary zboża. Dokument niestety nie zachował się w oryginale, a jedynie w odpisie (kopii) zawartej w Liber Antiquus (karta 74), skąd został przepisany do Kodeksu.


            Słowo Ujazd, od którego najprawdopodobniej pochodzi nazwa Ujejsce, w staropolszczyźnie oznaczało rodzaj czynności prawnej związanej z osadnictwem na prawie polskim. Książę lub inny właściciel dóbr (albo jego przedstawiciel) objeżdżał konno teren przyszłej wsi, wytyczając w ten sposób jej granice. Słowo to stało się także podstawą do nazw wielu miejscowości (liczne w całej Polsce Ujazdy a nawet… warszawskie Aleje Ujazdowskie).
            Sam wydawca Kodeksu (Franciszek Piekosiński) sugerował, ze nazwa Ujazd może dotyczyć Ujazdu w parafii Bolechowice (obecnie część gminy Zabierzów na zachód od Krakowa). Analiza osób świadków występujących w dokumencie (Wylczcone de Wroczimouicz, Clemente de Rawulouicz, Stephano de Breze dicto Zapleczek, Borzislao de Stradow) mogłaby sugerować natomiast, że chodzi o jeszcze inny Ujazd – stanowiący dzisiaj przysiółek wsi Mnichów w powiecie jędrzejowskim, a więc stosunkowo niedaleko wszystkich wymienionych w dokumencie miejscowości Wrocimowic, Rawałowic, Brzezia i Stradowa. Drugim argumentem, przemawiającym przeciwko utożsamieniu wsi wymienionej w dokumencie z roku 1358 z naszym Ujejscem jest fakt, że przez cały czas swojego istnienia, zawsze było ono własnością prywatną szlachecką, a nie kościelną (chociaż znajdowało się na obszarze kościelnego od roku 1433 Księstwa Siewierskiego). W przeciwnym przypadku Ujejsce włączone byłoby do istniejącego już wówczas biskupiego klucza sławkowskiego (obejmującego m.in. pobliskie miejscowości, takie jak Sikorka, Tucznawa i nieco późniejsza Trzebyczka) bądź też, co wydaje się bardziej prawdopodobne, klucza siewierskiego (obejmującego biskupie włości na obszarze Księstwa Siewierskiego, takie jak pobliskie Wojkowice nomen omen Kościelne czy Gołuchowice).

 Fragment mapy z 1772 roku. Ujejsca nie ma, ale wyraźnie widać drogę, tzw. Gościniec Siewierski, którym do dziś możemy spacerować (za Reczkami cały czas prosto, mijamy kurniki i pierwsze skrzyżowanie w lesie, aż dojdziemy do leśnej drogi Trzebiesławice-Sikorka - to jest właśnie prastary Gościniec Siewierski, droga, którą biskupi krakowscy zmierzali do swego zamku w Swiewierzu).

1372

            W dokumencie z 1372 r. mamy podobnie brzmiącą nazwę miejscowości (Wisdrzecz) ale te same argumenty, które przemawiały przeciwko identyfikacji Ujejsca z wsią wymienioną w zapisce z roku 1358 (rodzaj własności oraz lista świadków) tym razem przekonują nas o tym, że mamy do czynienia z naszym Ujejscem. Chodzi mianowicie o dokument wystawiony w Siewierzu, przez księcia cieszyńskiego (w latach 1368-1405 władającego także ziemią siewierską) Przemysława I Noszaka. Wspomniany w dokumencie Dobko (Dobek) jest zatem pierwszym znanym właścicielem Ujejsca. Niestety, przed urlopem nie dam już rady dotrzeć  do tego dokumentu, zapisanego w Zbiorze dokumentów małopolskich, więc póki co opieram się głównie na opracowaniach omawiających ten przywilej. M.in. B. Czwojdrak podkreśla, że lista świadków w tym dokumencie obejmuje miejscową szlachtę z okolic Siewierza.

 Przemysław I Noszak

*      *     *
Do tematu wkrótce wrócę. Jeszcze tylko nadmienię, że kolejne dokumenty dotyczące Ujejsca  (z 1400 r.) także budzą kontrowersję. Następnym pewnym mieszkańcem naszego Ujejsca był niejaki Franek (Franko, Franczko) herbu Nowina, a więc niewątpliwy protoplasta Ujejskich, ale to temat na kolejna historię.


czwartek, 8 czerwca 2017

NIEZNANA MAPA ZAGŁĘBIA DĄBROWSKIEGO :)

To było kilkanaście lat temu: pojechałem do jednej z zagłębiowskich wiosek, gdzie jeden starszy mieszkaniec, nazwiskiem Gruszka, ofiarował coś do zbiorów Muzeum Zagłębia w Będzinie. Co to było, nie pamiętam, ale człowiek pokazał mi pewną mapę Zagłębia, wykonaną przez siebie, na odwrocie kserokopii strony z Gazety Wrocławskiej z 2001 roku, co mniej więcej pozwala wydatować samą mapkę. A ta zauroczyła mnie do tego stopnia, że zachowałem ją sobie do tej pory. Jest, że tak powiem, niezwykle naturszczykowska (w sztuce to by się może nazywało: prymitywizm), niczym najstarsze wyobrażenia kartograficzne stworzone przez człowieka. Prawda, że piękna?


piątek, 2 czerwca 2017

I and I PIELGRZYM ZINE - kolejne 2 numery

Pora na kolejne numery starego dobrego "Ajenaja". Wtedy to był prawie miesięcznik (!), więc i teraz trzeba się spieszyć. Najciekawsze jeszcze dopiero przed nami, ale już teraz zaczynają się ciekawostki. W numerze 2 (z kwietnia 1991 roku) zwraca uwagę krytyczny artykuł o pirackich nagraniach w Polsce, obok którego znajdziemy informację o... początkach nagrywalni kaset Pielgrzyma :) To były czasy - niektóre z tamtych kaset mam do dziś. Przypominam, że nie było wtedy żadnego YT ani niczego w tym rodzaju. Z czasem lista kaset nagrywanych przez Pielgrzyma znacznie się wydłużyła. Poza tym w numerze tradycyjna garść tłumaczeń (tym razem z Burninga Speara), tekst o Normanie Grancie i rzecz obowiązkowa w tamtych czasach - o wegetarianizmie. na koniec tradycyjny kącik poetycki.
Trzeci numer (maj 1991) można by nazwać rewolucyjnym, gdyby nie to, ze okazał się być efemerydą. Chodzi o kolorową okładkę, z której tak dumny był Pielgrzym, a która była w tedy niewątpliwą rzadkością w polskich zinach. Co do treści to zaczęły się teksty innych autorów niż sam Pielgrzym, w tym pierwsze relacje z polskich koncertów, m.in. bielskie Marleyki z 1991roku (mam fragmenty tego koncertu, w tym fantastyczna POL-SKA ze znanym później weterynarzem, a wtedy "czarnoskórym oryginalnym rastamanem" Mamadou Dioufem na wokalu. Popatrzcie na datę - i Marleyki, i gazetka były w maju 91 roku! To naprawdę był szybki cykl wydawniczy. Do tego całkiem aktualne zapowiedzi koncertów, tłumaczenia tekstów ("Natty Dread" Marleya) info o kapelach: KOSKOOSH i STAGE OF UNITY) oraz początek tyleż ambitnej co długotrwałej, kontynuowanej później przy "ajenajowskich" ogniskach dyskusji na temat: "Gdzie jest jedność". A, i jeszcze artykuł o akcji TAMA TAMIE w Czorsztynie.


Oba numery do ściągnięcia z CHOMIKA.

czwartek, 1 czerwca 2017

SEKULARYZACJA DÓBR BISKUPÓW KRAKOWSKICH

A to ci niespodzianka: właśnie dostałem najnowszy tom "Jaworzno interdyscyplinarnie" z materiałami z ostatniej konferencji w Jaworznie. Wśród tekstów także mój o XVIII-wiecznym skoku na kasę.


środa, 31 maja 2017

I'n'I Pielgrzym Zine

Czas ucieka, lata lecą... Ćwierć wieku minęło... Pora wrócić do starego projektu archiwizacji tamtych czasów - dla potomnych, dla historii.

"I'n'I Pielgrzym Zine" był chyba najdłużej wydawanym polskim zinem reggae (nr 1 - luty 1991 - nr 9 - lipiec 1994) i choćby z tej przyczyny zasługuje na wyróżnienie. Inne tytuły w tamtych czasach zazwyczaj kończyły się na 1-2 numerach, "Reggae Front" skończył chyba na 4 numerze. Poza tym "I'n'I" to nie tylko zin, to także środowisko skupione wokół niego, różnego rodzaju zloty, sylwestry, koncerty... W kolejnych numerach znajdą się relacje z tych imprez, w niektórych miałem przyjemność uczestniczyć. Na razie, na początek, pierwszy numer. Tak to się wszystko zaczęło:

Do ściągnięcia z CHOMIKA.

Nie mam żadnych praw do tego zina (jeden czy dwa numery tylko kolportowałem :) ), ale publikuję to w celach archiwalnych. Nawet bym zapytał Pielgrzyma, ale kontakt urwał się nam ponad dwie dekady temu, więc cóż mi pozostaje?

wtorek, 30 maja 2017

MŁYN NA BIELOWIŹNIE - rekonesans


Dąbrowa Górnicza nie jest miastem jakoś szczególnie obfitującym w zabytki przeszłości, zatem może warto pochylić się nad takimi drobiazgami jak młyn na Bielowiźnie, który dał początek samej osadzie, wchodzącej dziś w skład Dąbrowy Górniczej. Historycznie rzecz ujmując jest to obszar dawnego… Ujejsca, choć dzisiaj absolutnie tego nie widać i Bielowizna jest traktowana jako część Ząbkowic.
Kiedy ten młyn powstał – dokładnie nie wiadomo. Najstarszy jego ślad odnajdziemy na mapie z ok. 1801 roku – choć jeszcze bez nazwy:


Mapa ukazująca ziemie obecnego Zagłębia ok. 1809 roku (choć wydana później w Wojskowym Instytucie Geograficznym w Weimarze) ukazuje nam w tym miejscu już dwa młyny obok siebie – jeden z nich nazywa się Ujejsce (Ujejsze):


Późniejsza o trzy dekady tzw. Mapa Kwatermistrzostwa znowu widzi tam jeden, bezimienny młyn:


Według Kantora-Mirskiego zakończył on swą działalność ok. 1875 roku, ale nie jest to takie pewne, chyba że mamy do czynienia z innym młynem, bo ukazują go wszystkie późniejsze mapy aż po lata II wojny światowej. Tyle że – i to jest pierwsza zagwozdka – po lewej (zachodniej) stronie drogi:


Z jednym wszakże wyjątkiem:


Całą osadę młyńską, wraz z zalewem na Trzebyczce, widzimy na mapie J. Hempla (1856):


W okresie międzywojennym młyn (należący w tym czasie do rodziny Bochenków) zdawał się podupadać, na co wskazuje korespondencja i dokumentacja zachowana w katowickim archiwum. Interesujący jest zwłaszcza:

Opis Zakładu wodnego „Bielowizna” w gminie Wojkowice Kościelne Powiatu Będzińskiego



I.                   Cel i rozmiary zakładu

Młyn Bielowizna, istniejący od niepamiętnych czasów, na rzeczce Trzebyczce, służy do przemiału zboża dla potrzeb okolicznych mieszkańców wsi Ząbkowice, Wygiełzów i Sikorka. W tym celu posiada żubrownik, jeden postaw kamieni francuskich siedmioćwierciowych, walec 300/600 i perlak. Budynek z rygli drewnianych szalowany deskami, piętrowy, stojący na cokole murowanym o wymiarach wewnętrznych 10,30/7,50. Młyn posiada koło wodne nasiębierne o średnicy 3,75 i szerokości 2 m.

II.                Sposób wykonania

Różnica poziomu wody, potrzebna do otrzymania energii, uzyskana została drogą odprowadzenia koryta rzeczki na partii biegu, mającej znaczny spadek lokalny, w prawo po zboczu doliny. Urządzenie to wykonane zostało całkowicie na gruntach należących do zakładu wodnego.

Zlewnia rzeki wynosi 25,1 km2. Rzeka zasilana do ostatka licznymi źródłami nigdy nie zamarza i daje prawie niezmienną w ciągu roku ilość wody, wobec czego zbędnym było posiadanie stawu dla zmagazynowania wody, obecnie wystarczającej w zupełności dla potrzeb młyna z normalnej wydajności strumienia. Woda zbyteczna oraz nie użyta w danej chwili spuszcza się drugim skosem pogródek, chwilowy namiar odchodzi przez przelew niewielkiej spusty bocznej na młynówce, woda zaś z powodzi, wychodząc z brzegów, zatapia łąki po lewej stronie obecnego koryta. Upusty otwarte zabezpiecza młyn od zalewu i służy do osuszania pogródek na wypadek potrzeby naprawy. (…)

Rzeczywista cofka podporu wody sięga do wodociągu fabryki „Elektryczność” w Ząbkowicach, zabierającego od czasu swojego istnienia tj. od roku 1900 bez mała wszystką wodę z koryta. Kolektor otwarty, odprowadzający bezustanka z fabryki zużytą zanieczyszczoną wodę, dostarcza z powrotem do koryta około 70% zabranej całej ilości wody. Dla możności wypompowania tak dużej ilości wody fabryka zbudowała na rzeczce przegrodę, podpierając poziom wody o 58 cm, wobec tego nie może być mowy o jakimkolwiek wpływie faktu istnienia młyna na stan przepływu rzeki powyżej tego punktu.

Oprócz tego naprzeciwko jazu fabrycznego istnieje wodociąg kolejowy, zabierający coraz więcej wody dla potrzeb zwiększonego ruchu i skanalizowanych domów mieszkalnych.

III.             Wykaz spodziewanych korzyści

Wobec silnej konkurencji detalicznej sp z masowej produkcji wielkich młynów parowych oraz bliskości kolei i miejscowości silnie zaludnionych, młyn podupada coraz bardziej i całkowity dochód, obliczony przeciętnie na 850 zł. rocznie, nie daje możności użycia najętej obsługi zakładu. Praca zawodowa i wszelkie reparacje wykonywane są przez właściciela we własnym zakresie.


Do tekstu dołączony jest plan sytuacyjny i przekroje młyna:


Teren ten czytelny jest właściwie do dziś a budynek młyna widać nawet z drogi, jadąc z Ząbkowic (obok policji) w stronę Ujejsca, po prawej stronie. Tyle że – i to jest druga zagwozdka – obecny młyn stoi po drugiej stronie rzeczki, na dodatek murowany, podczas gdy z cytowanego wyżej dokumentu wynika, jakoby był drewniany. Czyżby w międzyczasie został przebudowany?


Młyn obecnie wygląda w opłakanym stanie. Sam budynek stoi, ale nie zachowało się niemal nic z jego dawnego wyposażenia. Zabite okna i drzwi oraz zapach skutecznie zniechęcają do zwiedzenia wnętrza, ale parę fotek przez różne dziury zrobiłem. Na dziś to tyle, ale być może trzeba będzie w przyszłości bardziej pochylić się nad tematem tego obiektu, gdyż – podobno – rodzina spadkobierców chce go przekazać miastu. Wprawdzie daleko mu do innego dąbrowskiego młyna (Freya) ale kto wie, kto wie…