poniedziałek, 11 lutego 2013

HRADEC NAD MORAVICI

Kontynuując wątek wakacyjny...

Już jadąc do VITKOVA na początku lipca 2012 mijaliśmy po drodze zamek w miejscowości Hradec nad Moravici. Jako że miłościwie nam panujące upały (nad rzeką pod namiotem rzecz ze wszech miar pożądana) nie pozwalały nam wyściubić nosa gdziekolwiek poza spacerem do gospody i na zamek Vikštein, dopiero w drodze powrotnej postanowiliśmy zatrzymać się na chwilę. Zostało nam coś ze dwadzieścia koron, a że jedyna jeszcze czynna wczesnym wieczorem restauracja nie uznawała kart kredytowych, z planowanych lodów wyszły niestety nici. To zresztą dość typowy dla Czech obrazek - leniwe wieczory, ludzie pochowani w swoich domach.


Samego zamku nie zamierzaliśmy zwiedzać - jeśli chodzi o wnętrza - ale u naszych południowych sąsiadów przynajmniej parki są otwarte 24 godziny na dobę. O rozległości parku informowała nas tablica informacyjna. Nie byłbym sobą, gdybym jej nie sfotografował:


Zatrzymaliśmy się na rozległym parkingu, z którego widok z miejsca mnie zachwycił. Oczywiście cały czas pamiętam, że zamki czeskie czeskimi są tylko z nazwy i ich współczesnej przynależności administracyjnej, ale trzeba przyznać, że ktoś tm miał wyobraźnię nie lada:


Dopiero po chwili okazało się, że to dopiero początek, tak zwany Zamek Czerwony, za którym chował się mniej efektowny Zamek Biały.

Po przejściu przez bramę należy się odwrócić:


Jasne, że tchnie sztucznością i neogotykiem - ale przynajmniej bajkowo. Zamek Biały, jak już mówiłem, mniej okazały, przynajmniej na zewnątrz:


Dopiero za nim rozpościera się rozległy park, do którego przechodzimy obok samodzielnie stojącej wieży:


Któryś z właścicieli zamku był nie lada klasy melomanem - gościł m.in. Beethovena, Paganiniego i Liszta. Spacerując po parku co rusz spotkamy pomnik któregoś z nich - taka czeska odmiana dróżek kalwaryjskich.


Jak widać choćby na tym zdjęciu, zewsząd rozpościerają się rozległe, wspaniałe widoki. Cały park wraz z zamkiem położony jest na stromym wyniosłym wzgórzu. Z tego miejsca widać coś, co przypomina jakby fundamenty średniowiecznej budowli, ale żeby je zobaczyć, potrzebne jest duże zbliżenie:


Wychodząc z parku ponownie przechodzimy obok Zamku Czerwonego - jeszcze rzut oka na jego dziedziniec:


Mniej więcej w tym momencie wyczerpały mi się akumulatorki w aparacie - a szkoda, bo właśnie wówczas zobaczyliśmy dość niezwykła rzeźbę - SEN O LATANIU. Znalazłem w sieci tylko takie, niskiej rozdzielczości fotki:


W ten sposób pierwszy tydzień wakacji mamy już za sobą. Obiecane dzieciom lody zjedliśmy dopiero nazajutrz, w domu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza