wtorek, 11 października 2011

TAJEMNICA BĘDZIŃSKIEGO RABINA

Kiedy przed kilku już laty układałem pierwszą listę będzińskich rabinów, pierwsza piątka (nie licząc niemal legendarnego Natana Mitlasa /Majtlisa z XVI wieku) układała się następująco: Meir Orbach (wymieniony tylko w roku 1775), Tobiasz (1783), jego syn Dawid (1791), Menachem Nachum Rozynes (pocz. XIX wieku, na pewno był rabinem w latach 1808-1824, być może aż do śmierci w 1835) i następnie jego syn Herszel Rozynes (1836-1841). W wykazie tym brakuje – jak się zdaje – niejakiego Mosze Hamburgera, który urząd rabina pełnił między Dawidem Tobiaszowiczem a Menachemem Rozynesem. Nie do końca jasna jest też funkcja rabbiego Mosze, kierownika szkoły w roku 1765, być może także rabina. Nas w tej chwili interesuje jedynie krótko, bo zaledwie trzy lata urzędujący Herszel (Hirsz) Rozynes. W roku 1841 został usunięty z nie do końca ustalonych przyczyn. Według niejasnych informacji oskarżano go o jakieś nadużycia finansowe. Kilkanaście lat później o podobne nadużycia oskarżono jednego z kolejnych będzińskich rabinów – nie jest więc wykluczone, że na skutek niejasnych przyczyn odwołania Rozynesa połączono później te dwa fakty – kwestia chyba dzisiaj nie do rozwiązania. Jedyne dostępne mi źródło, Pinkas Bendin, mówi jedynie, że rabbi Hirsz był prześladowany przez „właścicieli domów” i został zmuszony do opuszczenia miasta. Jeszcze inna teoria głosi, że był informatorem carskiej policji i naraził się chasydom – i że to właśnie chasydzi usunęli go z urzędu (następny rabin Berek Hercygier był podobno związany z chasydyzmem).
Do wczoraj wydawało mi się, że to już wszystko, co da się powiedzieć na ten temat. A tymczasem…

W wydanym w roku 1932 Historycznym opisie kościołów, miast, zabytków i pamiątek w powiecie włoszczowskim ks. Jan Wiśniewski przytacza w całości pewien niedatowany list, jaki ksiądz Wincenty Olewiński, proboszcz parafii Nakło, napisał do ks. Ludwika Łętowskiego, biskupa tytularnego Joppy (czyli Jaffy), administratora diecezji kielecko-krakowskiej. Ksiądz Olewiński był proboszczem w Nakle w latach 1839-1868, list powstał nie wcześniej niż jesienią 1843 roku. Oto interesujące nas fragmenty:
Miłość prawdy i odwiecznego zbawienia jaka objawiła się w starozakonnym Abrahamie Hersz Rozynes byłym przed kilku laty rabinem w Będzinie, stała mi się powodem pisania obecnego do Jego Excelencji, aby jako wódz ludu Bożego I tkliwy Pasterz w owczarni Chrystusowej tę obłąkaną owcę swojem przewodnictwem do wiary i oświecenia Boskiego przywieść raczył I wprowadzenie tego błędnego wychodnia do miasta Bożego nowego Jeruzalem I do domu Boga Jakubowego ułatwić dobrotliwie zechciał. (…)
Z starozakonnym Abrahamem Hersz Rozynes miałem przed dwiema laty pierwszą rozmowę w Pilicy, gdzie tenże po złożeniu rabinowstwa w Będzinie dla mnogich swoich o sprzyjanie szczególnie wierze katolickiej prześladowań natenczas mieszkanie prowadzi. Trudno mi się było wstrzymać od chęci zaczepienia go w materji religji i uczyniłem mu pytanie co do czasu przyjścia Messyasza, za co poczytuję sobie proroctwo Daniela gdy nie wierzy jego przepowiedzeniu że siedemdziesiąt tygodni od wyzwolenia ich przodków z niewoli babilońskiej aż do przyjścia Messyasza już się od tak dawna wypełniły. Dalej przełożyłem mu czemu nie widzi prawdy że Messyasz przyjść musiał gdy już żadnych królów, książąt i wodzów w swoim wyłącznie narodzie nie macie co się zgadza z proroctwem Jakuba patryarchy. Przytoczyłem mu następnie i inne miejsca prorockie, mianowicie Izajasza jak tam obraz skreślony zgadza się z Chrystusem Panem. (…)
Opuściłem parę godzin potem wspomnianego Izraelitę i odjechałem do siebie, dawszy mu jednak upomnienie aby słowa usłyszane w sercu zachował a po obszerniejszą wiadomość rzeczy we względzie wiary w Messyasza do mnie się kiedy do Nakła zgłosił. Ubiegło jednak dwa lata zanim przybył i już sądziłem ze rozmowy nasze żadnego nie odniosą skutku, serce jednak jego pałało gdy mu otwarzałem Pisma. (…) Mocniej on od chwili onej był zajęty poszukiwaniem prawdy, aż nareszcie w początku czerwca b.r. zgłosił się do mnie i wyraził swój zamiar otwarcie przejść na łono katolickiej wiary. (…)
W ciągu tych kilku miesięcy, które od czerwca po dotąd upłynęły widziałem się w Pilicy dwa razy, przyczem nie opuściłem sposobności utwierdzenia mego Abrahama w powziętem przekonaniu. Na teraz ostatnio od kilku dni bawił on u mnie, przybywszy znowu do Nakła, czytał chętnie co mu poddałem, zawsze się okazywał stałym w swojej świętej dążności, a co większa, oświadczył mi z całą pewnością że żona, 7 jego synów i dwie córki śpieszą razem z nim do nawrócenia swego.
Problem z nawróceniem byłego będzińskiego rabina miał też jednak aspekt finansowy. Rozynes twierdził że ma jakiś majątek, który może odzyskać drogą procesów, ale generalnie, w przypadku konwersji, zostawał bez grosza przy duszy. Jako rabin pewnie nie na wielu praktycznych rzeczach znał się w sposób pozwalający na utrzymanie licznej rodziny – a tylko najstarszy syn był w stanie podjąć samodzielnie pracę. Istniał wprawdzie skromny fundusz, jaki Komisja Rządowa przeznaczała na tymczasowe utrzymanie neofitów, ale tu była duża, 11-osobowa rodzina. To był zresztą główny powód, dla którego nakielski pleban pisał do biskupa – poddając jego uwadze dalsze losy będzińskiego rabina.
Póki co nie wiem, jak dalej potoczyła się sprawa nawrócenia Hirsza Rozynesa. Będzińscy Żydzi chyba wycięli go ze swojej historii, niczym starożytni Egipcjanie znanego odstępcę faraona Echnatona. Zachowane do dziś w będzińskiej parafii św. Trójcy „akta stanu cywilnego” z lat 1808-1826 w ogóle o nim nie wspominają – a przecież gdzieś w tym właśnie czasie musiały mu się urodzić choćby niektóre z licznego potomstwa. Ojciec Hirsza, rabin Menachem, urodził się około roku 1766. Z dwa lata młodszą żoną Rywką miał przynajmniej piątkę dzieci (akta metrykalne wspominają tylko czwórkę, ale Hirsz urodził się prawdopodobni przed 1808 rokiem): Hirsza (przed 1808), Annę (ur. 1799, w 1819 wyszła za – uwaga uwaga – Jachima Szydlowskiego (!), z którym miała przynajmniej dwójkę dzieci: Józefa i Gitlę), Fayglę (ur. 1807, w 1824 wyszła za Mojżesza Wexelmana), Natana (ur. 1808) i Icka (ur. 1811, zmarł w 9 tygodniu życia). W tym czasie w Będzinie była jeszcze jedna rodzina o tym samym nazwisku: Salomon Rozynes (może brat Menachema) z żoną Ruchlą i trojką dzieci oraz bliżej nieznana Rayzla Ferszt, z domu Rozynes, może siostra Menachema. O Hirszu ani słowa – ciekawe. Jest w tym niewątpliwie jakaś zagadka, bo akta metrykalne w tym czasie prowadził na bieżąco proboszcz parafii katolickiej (który w myśl ustawodawstwa napoleońskiego był urzędnikiem stanu cywilnego dla wszystkich ludzi mieszkających na terenie jego parafii, niezależnie od wyznania). Jedyna teoretyczna możliwość jaka przychodzi mi do głowy jest taka, że jeszcze przed 1808 roku Hirsz się ożenił i wyprowadził z Będzina.
Taka teoria nie ma jednak żadnych podstaw źródłowych, a dostępne w sieci informacje genealogiczne podają, że Hersz Rozynes, syn Menachema i Rywki, rabin będziński, urodził się w roku 1814, a zmarł w Będzinie (!) w roku 1873. Miał dwie żony (oczywiście nie równocześnie Lanę i Gitlę) i dwie córki (zdaje się że po jednej z każdej żony). Miał jeszcze brata… Abrahama – i być może tu właśnie leży klucz do tajemnicy. Abraham był starszy, urodził się około 1796 roku, ożenił się z Rojzą (Rayzlą) i miał z nią syna Moszka Icchaka (ur. 1823 w gminie Pilca). Najciekawsze jest to, ze zmarł w roku 1856 gdzieś na terenie gminy… Pilica. Moszek miał dwie żony i przynajmniej jedną córkę, o której nic nie wiem; nieznana jest też data i miejsce jego śmierci.
Żeby te puzzle rozwiązać potrzeba byłoby sponsora na przeprowadzenie poszukiwań w archiwach. Może w nakielskich księgach metrykalnych zachował się akt chrztu nawróconego rabina? Albo w archiwum katowickim odpis aktu śmierci, jeśli rzeczywiście zmarł w Będzinie?
Proboszcz z Nakła, ksiądz Olewiński, cały czas pisząc o Rozynesie używa imienia Abraham i tytułu rabina. To częsty błąd w starych źródłach, polegający na utożsamieniu słowa „rabbi” z funkcją urzędnika-rabina. A może sam Abraham tak się w Pilicy przedstawił? Nie było wówczas komórek, Internetu, ani IPN-u. Zagadki nie wyjaśni nam także Pinkas Bendin, który w indeksie nazwisk podaje: Avraham Hersz, rabbi. Ktoś się gdzieś pomylił tylko kto i gdzie?

P.S. Powyższy tekst jest tylko luźnym zapisem myśli, które nasunęły mi się wczoraj po przeczytaniu listu księdza Olewińskiego. Temat wymaga głębszych badań. Znalazłem w sieci informację, że pisał na ten temat znawca tematyki chasydzkiej Marcin Wodzicki. Na dziś tyle.

1 komentarz: