środa, 26 stycznia 2011

KAZIMIERZ NAD PRZEMSZĄ

Tasiemcowego serialu ciąg dalszy. Ale coś znowu drgnęło. Książka jest już złożona i w tych dniach ma trafić do drukarni. Na razie jeszcze nie po to, by ją wydrukować, ale oszacować koszty. Ciągle jeszcze nie podjęta została ostateczna decyzja, kto i w jakim stopniu będzie partycypował w wydaniu. Poza dwoma osobami (no, trzema, razem z moją żoną) nikt tego jeszcze nie widział, a już słyszałem o głosach krytyki. Jak to trafnie ujął przed laty Kazik Staszewski: Polska, mieszkam w Polsce...

Po drodze było kilka wersji okładek, mi na przykład podobała się taka:


To tylko pewien pomysł, bo czcionka miała być zmieniona na "mniej krzyżacką"... Wcześniej był jeszcze pomysł, na którym broda Kazimierza Wielkiego stopniowo przechodziła w rzekę przepływającą u stóp będzińskiego zamku, co zapewne było najbardziej wiernym odwzorowaniem tytułu "Kazimierz nad Przemszą".
Ostateczna wersja, zaakceptowana przez wydawcę, zawiera - jak niemal każda książka o Będzinie - wizerunek zamku. Ale niech będzie. Ja tym tematem jestem już osobiście dość zmęczony.



Całość będzie miała formę albumu z około 40 świetnymi zdjęciami. Ale kiedy? - pożyjemy, zobaczymy...

wtorek, 25 stycznia 2011

SENZA FINE...

Długo myślałem o tym, czy to dać. Ale stało się. Miałem nawet chęć żeby to sobie wydać w formie papierowej, ale pozostanę chyba przy e-booku.

To są wybrane rzeczy z mojej dawnej twórczości, w przeważnej mierze jeszcze z czasów toruńskich. Pominąwszy wczesnomłodzieńczą grafomanię - to są rzeczy, które chcę sobie zachować. Dlatego żeby forma ulotna stała się mniej ulotną, wrzucam tutaj:

http://chomikuj.pl/krajarek





PS Uczciwie ostrzegam - tam nie ma nic o historii:-)

niedziela, 2 stycznia 2011

WOŚP


Nowy rok, nowa edycja Orkiestry. A i tak toruńska Afryka jest o dwa numerki do przodu - w tym roku po raz 21.
Ale na rzecz Wielkiej Orkiestry też mam w tym roku jakiś wkład - na aukcji jest książka mojej żony, pierwsza, jaką złożyłem w ramach wydawnictwa POSITIV (pisałem o tym w grudniu 2010). Zapraszam do aukcji:
http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=428504

piątek, 17 grudnia 2010

PIERWSI DĄBROWIANIE

Dąbrowa Górnicza jest miastem młodym – to prawda. Nie ma jeszcze setki, co wśród miast jest wiekiem szczenięcym. Ale nie powstała przecież w jakiejś pustce osadniczej, a jedynie połączyła kilka miejscowości o znacznie starszej, nawet średniowiecznej proweniencji. A sama Dąbrowa, zwana niekiedy Starą Dąbrową, też może się poszczycić trzema i pół wiekami tradycji.
Już Marian Kantor-Mirski, pierwszy monografista Zagłębia, przed II wojną światową pisał o dąbrowianach którzy walczyli w czasie Potopu szwedzkiego. Nikt mu w to nie wierzył, podobnie zresztą jak w historyjkę o mieszkańcach Dąbrowy w bitwie pod Legnicą (1241). Posłuchajmy, co bajał niezrównany Kantor, ojciec słynnego artysty, twórcy teatru Cricot 2: w czasie potopu szwedzkiego Staś i Jaśko Bednarczyki, Krzych Kasprzyk i Kuba Chrząściel na ochotnika poszli do oddziału Wolfa, co stał w Siewierzu i tłukli obuszkami Szweda, aż dziw brał wszystkich. Maciek Stach i Bartek Bałdys też nie usiedzieli w domu. Wyrwawszy się na wole poszli do Dankowa pod Krzepice i tu zaciągali się do drużyn Warszyckiego. Przy oblężeniu warowni pilickiej, pierwsi wdarli się na bastion i toporami utorowali drogę towarzyszom. Ich zasługa, że Lindorn opuścił Pilicę a rajtary jego bez pluderków uciekały.
I jeszcze jeden fragment, z tego samego dzieła: w czasie potopu szwedzkiego w r. 1655-56 wioska [Stara Dąbrowa] została spaloną, a ludność męska popędzili Szwedzi pod Częstochowę do robienia podkopów. Z liczby 85 gospodarstw, pozostało zaledwie kilkanaście, a mianowicie: Szymona Gołego, Pająka, Bałdysa, Lisa, Bednarczyka, Chytrego, Ciołka, Kasprzyka, Wieczorka, Kuli, Trybulskiego i Nowaka. Gdy przed najazdem szwedzkim ludność wioski wynosiła 460 dusz, to po spaleniu przekraczała 120 osób. W liczbie tej znajdowało się około 40 dzieci, których rodzice przepadli bez wieści w czasie napadu szwedzkiego. Bezdomnemi sierotami w wieku od 7 do 11 lat, zaopiekowali się wyżej wymienieni, wyznaczając na głównego opiekuna Krzemińskiego, który uszdłwszy z rąk szwedzkich, po trzech miesięcznym tułaniu się w borach, zjawił się we wsi, również jako bezdomny.
Przy wszystkich niepodważalnych zaletach pisarswo Mariana Kantora-Mirskiego ma jedną zasadniczą wadę – brak przypisów źródłowych. Nie wiadomo, skąd czerpał te rewelacyjne przecież i dokładne informacje, czy może sam je wymyślał. Mieli o to do niego pretensje późniejsi historycy, zwłaszcza kontynuator jego dzieła, Jan Przemsza-Zieliński, który komentując kantorowską historię Starej Dąbrowy nie omieszkał dać upustu swojej polemicznej pasji. Przyznajmy, że użył słów i sformułowań dosyć gwałtownych: albo mistyfikacja, albo pomyłka autora; wizjonerstwo Mariana Kantora-Mirskiego (tak częste w jego dziele); wniosek całkowicie błędny i bałamutny; generalna pomyłka; informacja bzdurna i zgoła fałszywa; nadaje swej mistyfikacji pseudorealny wymiar; wszystkie dane zawarte w tym akapicie nie zasługują na wiarę; trzeba więc jednoznacznie odrzucić tego typu kantorowskie rewelacje, w tym i opowieść o biednych sierotkach i o spalonej wsi, której nie było. Prawda, że mocne?
Tymczasem Kantor poszedł jeszcze dalej i powołując się na jakieś bliżej nie określone stare kroniki parafii będzińskiej podaje, że już w XVI stuleciu wśród mieszkańców Starej Dąbrowy spotykamy takie nazwiska jak Jarząbki, Bałdyse, Pietruszki, Muchy, Lisy, Kule, Gole, Stachy, Bednarczyki, Nowaki, Pająki i Kasprzyki, powtarzając niejako te same nazwiska, o których mówi przy okazji Potopu. I co ma zwykły, współczesny mieszkaniec Dąbrowy z tym historycznym pasztetem zrobić?
Przyjrzyjmy się najpierw pierwszemu z cytowanych wyżej fragmentów. Oddział Wolfa, który stał w Siewierzu – to jest prawda potwierdzona źródłowo i znana z historii wojen polsko-szwedzkich. Pułkownik Fromhold von Ludinghausen Wolff był dowódcą regimentu gwardii pieszej królewskiej. Na jego czele walczył pod Zborowem (1650) i Beresteczkiem (1651). W czasie Potopu wchodził w skład garnizonu Krakowa, którego obroną dowodził Stefan Czarniecki. Po kapitulacji Krakowa (17 października 1655) wraz z resztą wojsk Czarnieckiego opuścił Kraków i udał się na przeznaczone mu miejsce – do Siewierza. Sam Czarniecki wraz z kawalerią, artylerią i częścią piechoty udał się do Będzina, gdzie miał miesiąc na podjęcie decyzji, po której stronie stanie w dalszym toku walk (okres ten znany jest w historiografii jako „będzińskie wakacje”). Bliski przejścia na stronę szwedzką, w obliczu buntu swoich żołnierzy (którzy – jak to zwykle w Rzeczypospolitej bywało) nie otrzymali zaległego żołdu, podjął jednak jedyną słuszna decyzję i tą drogą dostał się do naszego hymnu narodowego. Regiment Wolffa w listopadzie wyruszył z Siewierza aby przyłączyć się do Czarnieckiego, ale gdzieś w okolicy Wojkowic Kościelnych został dopadnięty przez szwedzką rajtarię i zmuszony do kapitulacji. Żołnierze brali później udział w oblężeniu Jasnej Góry, ale sam pułkownik zachował się chyba lojalnie, skoro Szwedzi tak naprawdę nigdy mu nie zaufali a już po wojnie otrzymał komendę nad całą polską artylerią. Ale wymienieni przez Kantora Staś i Jaśko Bednarczyki, Krzych Kasprzyk i Kuba Chrząściel, jeśli rzeczywiście istnieli, to jako zwykli żołdacy musieliby brać udział w oblężeniu paulińskiego klasztoru, co – także na skutek późniejszej interpretacji faktów – chluby im nie przyniosło.
A co z owym Maćkiem Stachem i Bartkiem Bałdysem, którzy tak walnie mieli się przyczynić do zdobycia Pilicy i przepędzenia stamtąd Szwedów? Właścicielem Pilicy i Dankowa był sławny kasztelan krakowski Stanisław Warszycki, zięć księcia Konstantego Wiśniowieckiego. Swój Danków ufortyfikował do tego stopnia, ze zdołał się obronić przed szwedzką nawałnicą, ale Pilicę Szwedzi zajęli i trzymali tam swoją załogę, pod dowództwem Lindorna od listopada 1655 do stycznia 1656 roku. Część historyków twierdzi, że uczynili to nie naciskani przez nikogo, ale według niektórych przekazów zmusił ich do tego właśnie Warszycki i jego ludzie. Czy wśród nich byli owi dąbrowianie? W świetle (nie)zachowanych źródeł nie możemy tego niestety ani potwierdzić, ani zanegować.
Większość archiwaliów, na których opierał się Marian Kantor-Mirski, niestety przepadła. Zanikła także żywa jeszcze w okresie międzywojennym pamięć ludu zagłębiowskiego, pielęgnująca swoje dawne dzieje. Czy jednak rzeczywiście dziś jesteśmy zupełnie bezbronni wobec nie dość udokumentowanej historii?
Wiadomo (a przynajmniej mieszkańcom Dąbrowy powinno być wiadomym) że nasze miasto powstało w wyniku akcji osiedleńczej mieszczan będzińskich, którzy w pewnym momencie porzucili osłonę miejskich murów i przenieśli się na wieś, którą założyli. Działo się to w czasie, kiedy starostą będzińskim był niejaki Zygmunt Stefan Koniecpolski, kuzyn i towarzysz sławnego hetmana Stanisława. To z jego woli część mieszczan mogła opuścić miasto i założyć nową osadę, która otrzymała nazwę Wola Koniecpolska. Działo się to około roku 1650 (a w każdym razie między 1642 a 1652), ale już w roku 1655, na kilka tygodni przed najazdem Szwedów, ta sama miejscowość nazwana została Dąbrową. Najprawdopodobniej zresztą przez jakiś czas obie nazwy występowały jednocześnie.
Mieszkańcy Koniecpolskiej Woli/Dąbrowy pod względem kościelnym podlegali oczywiście parafii Świętej Trójcy w Będzinie, i to właśnie w jej archiwaliach należy szukać naszych antenatów. Na szczęście zachowało się kilka ksiąg metrykalnych z okresu staropolskiego, chociaż w przypadku okresu o którym tutaj mówimy, jest to tylko jedna księga chrztów, obejmująca okres 1636-1700.. Pisana po łacinie, na szczęście operując szablonami, jest w miarę przystępna każdemu poszukiwaczowi staroci. Co w niej znajdujemy?
Jako pierwsza pojawia się Koniecwola (czyli nasza Koniecpolska Wola): 2 lipca 1652 chrzczona jest niejaka Maryna, córka Szymona Gołego i jego żony Reginy, zamieszkałych w owej wsi. Rodzicami chrzestnymi dziewczynki byli Grzegorz Wyględaczyk oraz Katarzyna Chachowanka z Będzina. Szymon Goły jest zatem pierwszym potwierdzonym źródłowo mieszkańcem Dąbrowy. Zwróćmy też uwagę, że to właśnie jego gospodarstwo wymienił Kantor-Mirski pośród ocalonych po szwedzkim Potopie.



Owa Maryna nie była jedynym dzieckiem Szymona i Reginy. 27 maja 1655 w będzińskim kościele ochrzczona została Margarita (czyli Małgorzata), a miejscowość, skąd pochodzili jej rodzice określono jako DĄMBROWA – jest to bez wątpienia najstarsza wzmianka o wsi Starej Dąbrowie, która była zaczynem dla powstałej po z górą dwóch wiekach Dąbrowy Górniczej. Ojcem chrzestnym Maryny był ponownie Grzegorz Wyględaczyk, prawdopodobnie blisko związany z rodziną, oraz niejaka Zofia Lavatrix de arce. To łacińskie określenie może stanowić pewną zagadkę. Trudno doszukiwać się w nim rzeczywistego nazwiska (było takowe, tzn. tylko owo „de Arce”, ale w dalekiej Flandrii). Okreslenie Lawatrix w naszym przypadku może oznaczać praczkę. W łacinie średniowiecznej określeniem lavator nazywano sługę kościelnego, do którego obowiązków należało pranie bielizny (od lavatio – mycie, czyszczenie, kąpiel, ale także chrzest; jest jeszcze lavatrina – łaźnia, kloaka, ściek, czyli nasza latryna, ale chyba nie określono by tak szlachetnej Zofii). Z kolei de arce nazywano wówczas działkę ziemi, zwana też dworzyszczem, przydzielaną osadnikowi w mieście lokowanym na prawie niemieckim, jakim na przykład był Będzin.



Losów owej Małgosi – zresztą podobnie jak starszej o trzy lata Maryny – nie znamy, ale chyba musiała umrzeć jeszcze jako dziecko, skoro w roku 1664 (13 lipca) jej rodzice znowu chrzczą dziecko o tym samym imieniu (rodzicami chrzestnymi byli w tym przypadku Andrzej Kramarz i Regina Kluczabina).



Kolejnym po Gołych nazwiskiem dąbrowskim uchwytnym w kościelnych źródłach będzińskich, a wymienionym przez Kantora-Mirskiego, jest Bednarczyk. Niejaki Grzegorz Bednarczyk, zamieszkały w Koniecpolskiej Woli, 4 lutego 1654 ochrzcił swoją córkę Dorotę. Niestety akt chrztu nie mówi nam nic o jego żonie, a wymienia jedynie, w sposób zresztą niezbyt czytelny, rodziców chrzestnych: niejakiego Iskrzyckiego oraz Annę z Będzina.



Zważywszy na fakt, że pisownia w ogóle, a już nazwisk chłopskich w szczególności, nie była wówczas ściśle ustalona, być może tego samego Grzegorza, tym razem określonego jako Bednarz i jego żony Zofii dotyczy kolejny akt chrztu, jaki miał miejsce 4 kwietnia 1655 roku. Zwłaszcza, ze ojcem chrzestnym znowu był ów Iskrzycki a matką chrzestną Magdalena Lysianka z Będzina (prawdopodobnie Lis). Chrzczonym dzieckiem tym razem był chłopiec o imieniu Albert. Nic nie wiemy niestety, jaki związek istniał – a istnieć musiał - pomiędzy tą rodziną a wymienionymi przez Kantora Staśkiem i Jasiem Bednarczykami, którzy mieliby przyłączyć się do gwardii królewskiej Wolffa stacjonującej w Siewierzu.
W będzińskich metrykach znajdziemy także inne, wymienione przez Kantora-Mirskiego nazwiska pierwszych dąbrowian. 29 czerwca 1668 r. Piotr i Jadwiga (nazwisko nieczytelne) ochrzcili syna Piotra (ojcem chrzestnym był wymieniony dalej Albert Pająk z Dąbrowy); 22 lutego 1669 r. Sebastian i Jadwiga Wieczorkowie ochrzcili Mateusza; 18 stycznia 1672 r. Albert i Anna Pająkowie ochrzcili Tomasza; 25 lutego 1675 r. Jakub i Maryna Lisowie ochrzcili Mateusza – jak widzimy, po początkowej dominacji dziewczynek, w końcu zaczęli się rodzic także chłopcy, ale nie długo, gdyż 7 lutego 1679 r. Mateusz i Dorota Bałdysowie ochrzcili Dorotę. Nieco wcześniej, bo 27 grudnia 1674 miały miejsce dwa chrzty w rodzinach określonych jako mieszkańcy Dąbrowy, choć nazwiska te nie pojawiają się w monografii Kantora. Tego właśnie dnia Mikołaj i Zofia Wartakowie ochrzcili Joannę. Takie samo imię otrzymała także druga dziewczynka, ofiara gwałtu na Marynie (nazwisko matki niestety nieczytelne, a ojciec, przynajmniej oficjalnie, pozostał nieznany).
To by było na tyle, jeśli chodzi o mieszkańców Starej Dąbrowy w jej pierwszym prawie trzydziestoleciu. Liczba chrztów – zaledwie 13 (w tym 3 w Koniecpolskiej Woli) świadczy o niewielkim zaludnieniu podbędzińskiej osady. Ale przecież każde początki są trudne, a wymienione zarówno przez Mariana Kantora-Mirskiego jak i źródła kościelne dąbrowskie rodziny swoich potomków nad Przemszą i Brynicą mają po dziś dzień.

* * *

Powyższy artykuł jest tylko uzupełnieniem moich wcześniejszych tekstów "Kiedy powstała Dąbrowa (Górnicza)", które ukazały się najpierw w książce "Na tropach legendy. Szkice z dziejów Zagłębia" (2003) oraz w wersji rozszerzonej w "Nowym Zagłębiu" (nr 2 i 3/2010 - w wersji pdf można ściągnąć tutaj: www.nowezaglebie.pl/archiwum.html ). Tekst niniejszy jest chyba ostateczną redakcją tematu, opartą na przejrzeniu WSZYSTKICH zachowanych ksiąg metrykalnych z pierwszego 30-lecia istnienia Dąbrowy (osobno są jeszcze Piekło i Gołonóg, dziś dzielnice D.G.). Do "Nowego Zagłębia" nie puszczam, bo trochę powtarza to, co już było niedawno publikowane. Na Dąbrowskie gazety tekst jest zbyt długi więc chyba poczeka, aż będzie stanowić fragment planowanej książki o początkach Dąbrowy Górniczej. Tym samym jest to pierwszy przypadek na tym blogu, żeby tekst znalazł się tutaj wcześniej niż gdziekolwiek indziej.

ENCYKLOPEDIA POWIATU BIERUŃSKO-LĘDZIŃSKIEGO



Ten wpis jest trochę nie na temat, bo traktuje o... Śląsku. Wprawdzie tym bliskim, bo tuż po drugiej stronie Czarnej Przemszy, ale jednak. A propos - jest taka anegdotka, jedna z moich ulubionych: Pan Bóg siedział nad Czarną Przemszą (w oryginale jest, że nad Brynicą, ale to prawie na to samo wychodzi) i strugał sobie ludzi. Te egzemplarze, które mu nie wyszły, wyrzucał na drugą stronę rzeki. Pytanie brzmi - po której stronie rzeki siedział Bóg?
Ale na poważnie - właśnie ukazała się "Encyklopedia powiatu bieruńsko-lędzińskiego", druga książka z cyklu encyklopedii o miastach, gminach i powiatach Górnego Śląska, w przyszłości może także Zagłębia Dąbrowskiego (na pierwszy ogień poszedł Chorzów). Nie pisałbym o tym, gdybym nie był w to przedsięwzięcie osobiście zaangażowany - niech mi prawdziwi Zagłębiacy z FDZZ wybaczą:-) Wprawdzie jestem autorem chyba tylko jednego hasła, ale redaktorem wszystkich biogramów. Dzięki temu miałem okazję wyjść poza najbardziej interesujący mnie teren, choć historyczno-geograficzne związki z Zagłębiem jednak były - w końcu to zaraz za miedzą.
Encyklopedia zawiera 1500 haseł i artykułów, blisko 400 ilustracji, liczne tabele i wykresy, 170 pozycji bibliograficznych, ponad 250 biogramów. Opracowana jest na bardzo dobrym poziomie merytorycznym, co różni ją od paru "encyklopedii" zagłębiowskich, o których może coś kiedyś napiszę. Jeśli kogoś zainteresuje - polecam. Także Zagłębiakom, żeby lepiej poznali swojego sąsiada.

czwartek, 16 grudnia 2010

DAWNA BROŃ I BARWA

Bibliografia zawartości Jest to czasopismo wydawane przez Oddział Górnośląski (Katowice) Stowarzyszenia Miłośników Dawnej Broni i Barwy, a właściwie jego prezesa - Zbigniewa Fuińskiego. Przez kilkanaście lat pracowaliśmy ze sobą dzieląc wspólny pokój w Muzeum. Pismo jest bardzo ciekawe, niestety bardzo niszowe. Przez kilka lat robiłem skład i posiadam prawie wszystkie numery (od 1 do 8 tylko ksero). czasopismo jest dość specjalistyczne, pozbawione graficznych fajerwerków. Jako ze na jego temat niemal niczego w sieci nie ma, pomyślałem że warto, choćby w tym miejscu, opublikować bibliografię jego zawartości. Wśród autorów znajdziemy kilku specjalistów w dziedzinie historii wojskowości i munduroznawstwa z najwyższej polskiej (także emigracyjnej) półki: J. Zarawski, J. Wielhorski, L. Kukawski, A. Konstankiewicz, J. Bogdanowski, Z. Fuiński i inni. Bardzo ciekawe są też "techniczne" artykuły H. Ciosińskiego. Tematyka głównie napoleońska i XX-wieczna, ale nie tylko. 

NR 1/1985 Marek Wroński, Uwagi o dziejach i mundurze polskich huzarów Marek Wroński, 10 pułk huzarów (1944-1947) - dzieje, mundur Marek Wroński, Odznaki i oznaki na mundurze oddziałów łączności 14 samodzielnej wielkopolskiej brygady pancernej Marek Wroński, Pamiątkowa odznaka "kombatancka" kompanii zaopatrzenia 14 swbp Roman Krzyżanowski, Ze wspomnień o 10 pułku huzarów 

NR 2/1986 Józef Łukaszewicz, Barwa artylerii konnej legii naddunajskiej Marek Wroński, 7 pułk artylerii konnej - dzieje, mundur, odznaki Edward Maniecki, Buńczuk dla mistrzowskich baterii o zaprzęgu konnym wz. 1937 Jerzy Zarawski, Mało znany epizod z dziejów pistoletu VIS Jan Minkiewicz, Umundurowanie pułku lansjerów legii polsko-włoskiej w roku 1807 

NR 3/1987 Janusz Wielhorski, Przyczynki do rodowodów pieszych regimentów koronnych, ich ciągłość oddziałowa, oraz przemiany z zakresu nazewnictwa, szefostw i numeracji 1789-1794 Andrzej Woźnicki, Huzarzy piesi Zbigniew Fuiński, Jeszcze o mundurze huzarów Księstwa Warszawskiego Rafał E. Stolarski, Marek Wroński, Zapomniana odznaka 

 NR 4/1988 Janusz Wielhorski, Jazda legii naddunajskiej Jerzy Zarawski, Kto produkował tasaki janczarskie? Andrzej Pysz, Dwa polonica ze zbiorów śląskiego kolekcjonera militariów Zbigniew Fuiński, Uwagi o słownikach bronioznawczych Marek Wroński, Rafał E. Stolarski, Pamiątkowy krzyż 5 kresowej dywizji piechoty 

 NR 5/1989 Janusz Wielhorski, Przyczynki do monografii Suwalskiej i Podlaskiej BK oraz GO Kaw. gen. Podhorskiego, 1 IX - 5 X 1939 

 Nr 6/1990 Marek Wroński, Rafał E. Stolarski, Pamiątkowa szabla dowódcy 11 pułku piechoty - podpułkownika Aleksandra Zawadzkiego Maciej Jeske, Przyczynek do dziejów polskiej szabli Reiner Sachs, Jerzy Zarawski, Wstęp do słownika rusznikarzy śląskich (cz. 1, A-B) Piotr Madej, Zagadkowa odznaka z II Korpusu polskiego Janos Kalmar, Hełmy i tarcze węgierskich husarzy Leszek Zachuta, Z dziejów polskiego szabeltasa Józef Łukaszewicz, Uwagi o rodowodzie 14 dywizjonu artylerii konnej 

 NR 7/1991 (nr specjalny) Janusz Wielhorski, Przyczynki do rodowodów koronnej jazdy polskiego autoramentu, zaczem jazdy narodowej koronnej, jej O. de B., ciągłość oddziałowa, filiacje, nazewnictwo, numeracja, dowódcy i przydziały do w.j. wyższego szczebla, 1773-1794 

 NR 8/ (nr specjalny) Lesław Kukawski, Umundurowanie kawalerii Legionów Polskich 1914-1917 
 [UWAGA: ten tytuł został anulowany. Ukazał się podobno bezprawnie po jakiejś awanturze w łonie Stowarzyszenia - sprawa miała finał sądowy. Zmieniła się redakcja, zmienił się format i szata graficzna - od tej pory pismo miało się ukazywać jako półrocznik. Od ostatniego numeru pisma nowa redakcja się odcięła i dlatego kolejny numer "Dawnej Broni i Barwy" także nosi numer 8.] 

 NR 8/1993 Zbigniew Fuiński, Aleksander Orłowski i mundury wojska polskiego w roku 1815 Leszek Zachuta, O szabli gen. Mariana Langiewicza (w 130 rocznicę Powstania Styczniowego) 

 NR 9/1993 Janusz Wielhorski, Munduroznawcze trzy po trzy Lesław Kukawski, Szable ułanów legionowych Reiner Sachs, Jerzy Zarawski, Wstęp do słownika rusznikarzy śląskich (cz. 2, B-G) 

 NR 10/1994 Zbigniew Fuiński, Polskie militaria na zagranicznych aukcjach Jacek Kaniewski, List Amerykanina do naczelnego wodza Powstania Listopadowego gen. J.Z. Skrzyneckiego Jerzy Zarawski, Cieszynka 

 NR 11/1995 Wojciech Budzyński, Orzeł dla ochotników ze Stanów Zjednoczonych i Kanady do Armii Polskiej we Francji 1917-1919 Zbigniew Fuiński, Album wojska Księstwa Warszawskiego Michała Stachowicza. Materiały munduroznawcze Reiner Sachs, Jerzy Zarawski, Wstęp do słownika rusznikarzy śląskich (cz. 3, J-M) 

 NR 12/1995 Janusz Wielhorski, Jazda polska 1939 Zygmunt Jagodziński, Torchalscy - rodzina rusznikarzy warszawskich Dariusz Nawrot, Historia i mundur polskiego batalionu gwardii pieszej cesarza Napoleona I w roku 1813 

 NR 13/1996 Wojciech Budzyński, Mało znany orzeł dla podoficerów i szeregowych polskich sił powietrznych Henryk Ciosiński, Strzelanie z broni odprzodowej Dariusz Nawrot, Jeszcze kilka uwag o pieszych huzarach z 1800 r. Lesław Kukawski, O planszach "Equites Poloni" Janusza Wielorskiego Reiner Sachs, Jerzy Zarawski, Wstęp do słownika rusznikarzy śląskich (cz. 4, N) 

 NR 14/1996 Henryk Ciosiński, Arbaleta, kusza na kule Jerzy Zarawski, Niezwykła broń Andrzej Kostrzewski, Ppłk Antoni Zdanowski 1783-1868. Historia portretu Bartłomiej Błaszkowski, O mundurze koloru khaki w Polskich Siłach Powietrznych w Wielkiej Brytanii 

 NR 15/1997 Leszek Zachuta, O kordzikach produkowanych w Łodzi w latach 1952-1996 Reiner Sachs, Jerzy Zarawski, Wstęp do słownika rusznikarzy śląskich (cz. 5, O) Zbigniew Fuiński, Dariusz Nawrot, Pułki litewskie 1812-1813, historia i umundurowanie Lesław Kukawski,Jeszcze o mundurze khaki w polskim lotnictwie 

 NR 16/1997 Jerzy Bajda, Sygnatury na polskiej broni białej okresu międzywojennego Henryk Ciosiński, O zamku kołowym Jerzy Zarawski, Między prochem czarnym a bezdymnym Witold Korbel, Kadeckie słońce 

 NR 17/1998 Reiner Sachs, Jerzy Zarawski, Wstęp do słownika rusznikarzy śląskich (cz. 6, P-S) Zbigniew Fuiński, Dariusz Nawrot, Ułani brytyjscy Zbigniew Fuiński, Nie tylko recenzja Andrzej Kostrzewski, Portret Marcjana W. Żeleńskiego (1804-1846) 

 NR 18/1998 Andrzej Kostrzewski, Książę Józef Poniatowski i jego mundur na niektórych portretach z lat 1806-1814 Eugeniusz Bielecki, Order "Virtuti Militari" w carskich odznakach pułkowych z końca II połowy XIX w. do 1917 roku Jerzy Zarawski, Zapomniana "Pierwsza fabryka broni siecznej" [Z. Fuiński, D. Nawrot, A. Kostrzewski] Ułani brytyjscy 1793 r. - uzupełnienia 

 NR 19-20/1999 Leszek Zachuta, "Arma" - Fabryka Broni i Maszyn we Lwowie S.A. Henryk Ciosiński, Dawna broń pneumatyczna Reiner Sachs, Jerzy Zarawski, Wstęp do słownika rusznikarzy śląskich (cz. 7, Ś-W) Archiwalia: Ordynans do woyska Rzeczypospolitey Oboyga Narodów względem mundurów, 1777 

 NR 21/2000 Janusz Bogdanowski, Rewaloryzacja twierdzy Jasna Góra - klasztoru w Częstochowie Andrzej Konstankiewicz, Lesław Kukawski, Uzbrojenie pułków Wołyńskiej BK w kampanii wrześniowej 1939 Andrzej Konstankiewicz, Uzbrojenie jednostek brygadowych Wołyńskiej BK we wrześniu 1939 Aleksander Smoliński, Karabin przeciwpancerny wz. 35 na polu bitwy pod Mokrą Lesław Kukawski, Głos w dyskusji na sesji naukowej SMDBiB w Częstochowie 16-17 X 1999 r. Archiwalia: Pieczęć wojskowa gen.-maj. Józefa Jeleńskiego 

 NR 22/2000 Reiner Sachs, Jerzy Zarawski, Wstęp do słownika rusznikarzy śląskich (cz. 8, WROCŁAW) Bohdan Królikowski, Ubiór Armii Polskiej we Francji (1917-1919) Waldemar Grabowski, Znane - nieznane? Bartłomiej Błaszkowski, Kamizelki ratunkowe używane, w Polskich Siłach Powietrznych w Wielkiej Brytanii Archiwalia: Ordynans hetmanów koronnych i litewskich wraz z Departamentem Wojskowym Obojga Narodów z 23 sierpnia 1785 roku 

 NR 23/2001 [na okładce błędnie wydrukowano 2000] Waldemar Grabowski, Polskie chorągwie z XVI-XVIII wieku w zbiorach ikonograficznych Armemuseum w Sztokholmie [kolorowe fotografie sztandarów] Henryk Ciosiński, Hełm japoński hoshi-kabuto Maciej Jeske, O szabelni wyszyńskiej Archiwalia: Ordynans Hetmana Wielkiego Litewskiego wraz z Komisją Wojska Obojga Narodów z 28 listopada 1788 

 NR 24/ [najwyraźniej mam jakieś braki] 

 NR 25/ {tu także mam jakieś braki] 

 NR 26/2004 Zbigniew Fuiński, Pelta (cz. 2) Reiner Sachs, Jerzy Zarawski, Wstęp do słownika rusznikarzy śląskich (cz. 10, Z-Ż) Lena Zajączkowska, Johan Christian Tietze - szabelnik wrocławski z XIX w. Archiwalia: Rozkład i Taxa Sprawunków Mundurowych dla Brygad Kawaleryi Narodowey i Pułków Przedniey Straży Woyska Oboyga Narodów 1791 r. [Z. Fuiński, Portret Dominika Radziwiłła] 

 NR 27/ {tu także mam jakieś braki] NR 28/2007 Henryk Ciosiński, Zrobić cieszynkę Reiner Sachs, Jerzy Zarawski, Wstęp do słownika rusznikarzy śląskich (cz. 11, suplement i indeks) Tadeusz Bilnik, Szable francuskie w wojsku polskim XX w. Jacek Kaniewski, ceny ręcznej broni palnej i broni białej epoki stanisławowskiej (1764-1795) Archiwalia: Ustawa o próbowaniu wszelkiej broni ręcznej [1891] Być może są kolejne numery, ale muszę uzupełnić zbiory. 

 W 2006 roku wyszedł także numer specjalny, z samymi tylko barwnymi tablicami: NR I/2006 Jan Czop, Mundury autoramentu cudzoziemskiego Rzeczypospolitej w XVIII wieku

środa, 15 grudnia 2010

WYDAWNICTWO "POSITIV"

...z miłości do książek...

Kiedy miałem okazję przypatrzeć się bliżej, jak powstaje moja pierwsza samodzielna książka "Będzińskie spacery", oraz dzięki bliskim kontaktom z jedną z będzińskich drukarni, dziś już niestety nie istniejącą - postanowiłem założyć wydawnictwo. Z punktu widzenia biznesowego rzecz skończyła się raczej marnie - coś tam oczywiście zarobiłem, ale po paru latach zwinąłem interes. Ja się do biznesu nie nadaję.



Wydawnictwo "POSITIV" istniało w sumie kilka lat (mniej więcej 2000-2005) wydając w tym czasie trzy książki. Pierwszą byli "Rastamani" mojej żony. To jest moja pierwsza próba bawienia się składem. A sama książka - to była pierwsza w Polsce książka o polskich rastamanach. Do dzisiaj gdzieniegdzie poszukiwana. Ostatnio widziałem ją na aukcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.



Druga książka to była fucha na zlecenie. Gdybym wiedział od początku, co to będzie, to bym w to nie wchodził. Miał być tomik poezji, dość ambitny, wiersze w angielskim oryginale i tłumaczone na polski. No i w sumie to jest tomik poezji, tylko że żadnego z wierszy zacytować tu nie mogę, bo mogą zajrzeć osoby poniżej osiemnastki. Sam autor - Douglass Kneedler - nawet jak na artystę był nieźle zakręcony. Mam gdzieś w domu jego książkę wydaną w Szwecji - taki album z fotografiami - ale chyba nie dorosłem do tej sztuki. Książka nosiła tytuł "Dougie mówi po polsku", oprócz wierszy w stylu "fucking the mind" zawierała trochę zdjęć nagich kobiet. A oto co sam autor miał do powiedzenia o sobie:





No i wreszcie trzecia książka, tym razem moja - "Na tropach legendy. Szkice z dziejów Zagłębia". To w zasadzie zbiór moich wcześniejszych artykułów z prasy lokalnej, zebranych w jednym tomiku, uzupełnionych dwoma dodatkowymi tekstami i artykułem Romana Szenka o jednym z będzińskich rabinów.



Z książek rzecz jasna wyżyć się nie da, więc robiłem też składy na zlecenie. Z tego co pamiętam dwukrotnie składałem "Zeszyty Zagłębiowskie", chyba cztery numery "Dawnej broni i barwy" oraz może ze dwa razy "Informator Stowarzyszenia Miłośników Dawnej Broni i Barwy".