piątek, 13 lutego 2015

POŻEGNANIE Z AFRYKĄ


A jednak byłem! Co kilka lat przychodzi taka koniugacja gwiazd na niebie, że terminy wzajem się nachodzą. Kiedy jadę z dziewczynami do moich rodziców, mogę przy okazji zboczyć nieco do Afryki. Plan był dość minimalistyczny – chciałem zobaczyć ALIANS i spotkać się z przyjaciółmi. Jedno i drugie zrealizowałem. Mont Joye!

Ale po kolei. Najpierw obowiązki, a więc dowieźć dzieci bezpiecznie na ferie. Popołudnie i wieczór należą do mnie. Najpierw spacer po mieście. Prawie taki co zawsze, ale w sumie… inny. Pieszo od Świętej Katarzyny do rynku nowomiejskiego. Stamtąd boczną i okrężną drogą, koło Świętych Janów, nad Wisłę. Chwila zadumy przy łódce „Katarzynce”, z którą łączą mnie tak miłe chwile, po czym udałem się w kierunku dawnego domu mieszczańskiego. Warowną fosą między poszczególnymi częściami miasta, ulicą Podmurną, Ciasną, Świętego Jana, Kopernika, przez nieistniejącą Bramę Staromiejską i nieistniejący barbakan, a dalej zniwelowane wały wychodzę na ulicę Bydgoską, cel tego spaceru. Oj, jak dawno tu nie byłem. Od czasu mojego wyjazdu z Torunia parę razy byłem w tej okolicy, ale zaliczałem tylko ogród zoo-botaniczny, lub – z drugiej strony – na targach muzealnictwa i konserwacji zabytków. Tym razem skręciłem prosto do parku, o którego istnieniu zdążyłem już zapomnieć, i tym parkiem doszedłem aż do samej Wisły.

Potem do Pelego i już razem na Afrykę. Najszybciej na nogach, więc idziemy do OdNowy szlakiem dla mnie starym ale nowym. Sama OdNowa – jakoś monstrualnie rozbudowana. Ale to pozór, bo sama sala w środku jakby taka sama… Zmieniły się tylko wejścia, szatnia, kible, bramki, te rzeczy. Bar u góry (teraz to u góry, bo kiedyś było normalnie) ten sam. Weszliśmy już w trakcie, co było świadomą decyzją, aby wejść gdy już coś będzie trwało. Stąd w ogóle nie widziałem Sary Brylewskiej i jej występu. Była już techniczna przerwa, a po niej Tabu. Posłuchałem coś z początku („Nie chcę umierać”) i poszedłem na górę, bo widzę że grają jak trzeba, a więc będę miał szanse gdzieś ich jeszcze kiedyś posłuchać, a znajomych sprzed lat spotkam znowu za lat parę. Jak się uda.

Skład jak na jubileusz nie powalił mnie na kolana, już o tym pisałem. Ja bym to widział inaczej, ale to przecież nie jest mój koncert. Nie wiem czy to nie wyszło, bo coś się nie udało, czy dlatego, że ktoś nie pomyślał – tak mi trochę szkoda było, że okrągła rocznica, a paru osób mi tutaj brakuje. Taki Habakuk – grał na pierwszym koncercie, mógłby i teraz, w końcu cały czas na scenie. I jeszcze paru weteranów dałoby się chyba namówić występ – tak mi się przynajmniej wydaje. No trudno.

Z całego dnia (byłem tylko w sobotę) wiele sobie obiecywałem po ALIANSIE, który chciałem obejrzeć. Tak jak przed kilku laty udało mi się z BAKSHISHEM. Okazało się, że ALIANS obchodzi właśnie… 25 rocznicę wspólnego grania. Tak się jakoś te okazje zbiegły. I koncert rewelacyjny, z akcentami świętowania. Byli nawet zaproszeni na scenę organizatorzy koncertu, ci obecni. Paśniak pewnie jak zwykle rządził w kuluarach, a ja z przodu przed sceną, z Dagą, Beatą, Pelem, Hipisem. Zagrali wszystko co trzeba, w tym dwukrotnie „Bomby domowej roboty”. Szkoda, że nie udał się projekt wspólnego zagrania z Brodą, bo to byłoby rzeczywiście wydarzenie. Ale trudno – sam ALIANS też w wybornej formie.

Potem coś, czego nie znam, może fajne, ale woleliśmy pogadać. Jeszcze na koniec  krótki rzut oka na MESAJAHA, ale to nie jest to, co dinozaury lubią najbardziej, więc można wracać do domu.

Pisząc ten tekst taki mi się tytuł nasunął: pożegnanie z Afryką. Może dlatego, że spełniło się jakieś tam marzenie, aby być na jubileuszowej edycji, i dalej już nie mam ciśnienia? Fajnie było spotkać się, pogadać, choć to w sumie były rozmowy o niczym. Pewnie zawsze, jak mi się w mroźną styczniową noc uda być w Toruniu, i akurat wówczas będzie grała Afryka, zawędruję do OdNowy. Ile razy jeszcze?

Aparatu nie miałem więc fotek nie robiłem. Sporo już i tak można znaleźć w sieci. W zamian za to wrzucam kolejny, ostatni już folder koncertowy. Ostatniej edycji festiwalu, którą robiliśmy jako AiH. Następna odbyła się już ze zmienioną nazwą „AFRYKA 9(1)” (albo: 1(9), nie pamiętam dokładnie). Organizatorzy się zmienili, ale została tradycja i… numeracja.

Folder do ściągnięcia oczywiście z CHOMIKA.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza