To było kilkanaście lat temu: pojechałem do jednej z zagłębiowskich wiosek, gdzie jeden starszy mieszkaniec, nazwiskiem Gruszka, ofiarował coś do zbiorów Muzeum Zagłębia w Będzinie. Co to było, nie pamiętam, ale człowiek pokazał mi pewną mapę Zagłębia, wykonaną przez siebie, na odwrocie kserokopii strony z Gazety Wrocławskiej z 2001 roku, co mniej więcej pozwala wydatować samą mapkę. A ta zauroczyła mnie do tego stopnia, że zachowałem ją sobie do tej pory. Jest, że tak powiem, niezwykle naturszczykowska (w sztuce to by się może nazywało: prymitywizm), niczym najstarsze wyobrażenia kartograficzne stworzone przez człowieka. Prawda, że piękna?
czwartek, 8 czerwca 2017
piątek, 2 czerwca 2017
I and I PIELGRZYM ZINE - kolejne 2 numery
Pora na kolejne numery starego dobrego "Ajenaja". Wtedy to był prawie miesięcznik (!), więc i teraz trzeba się spieszyć. Najciekawsze jeszcze dopiero przed nami, ale już teraz zaczynają się ciekawostki. W numerze 2 (z kwietnia 1991 roku) zwraca uwagę krytyczny artykuł o pirackich nagraniach w Polsce, obok którego znajdziemy informację o... początkach nagrywalni kaset Pielgrzyma :) To były czasy - niektóre z tamtych kaset mam do dziś. Przypominam, że nie było wtedy żadnego YT ani niczego w tym rodzaju. Z czasem lista kaset nagrywanych przez Pielgrzyma znacznie się wydłużyła. Poza tym w numerze tradycyjna garść tłumaczeń (tym razem z Burninga Speara), tekst o Normanie Grancie i rzecz obowiązkowa w tamtych czasach - o wegetarianizmie. na koniec tradycyjny kącik poetycki.
Trzeci numer (maj 1991) można by nazwać rewolucyjnym, gdyby nie to, ze okazał się być efemerydą. Chodzi o kolorową okładkę, z której tak dumny był Pielgrzym, a która była w tedy niewątpliwą rzadkością w polskich zinach. Co do treści to zaczęły się teksty innych autorów niż sam Pielgrzym, w tym pierwsze relacje z polskich koncertów, m.in. bielskie Marleyki z 1991roku (mam fragmenty tego koncertu, w tym fantastyczna POL-SKA ze znanym później weterynarzem, a wtedy "czarnoskórym oryginalnym rastamanem" Mamadou Dioufem na wokalu. Popatrzcie na datę - i Marleyki, i gazetka były w maju 91 roku! To naprawdę był szybki cykl wydawniczy. Do tego całkiem aktualne zapowiedzi koncertów, tłumaczenia tekstów ("Natty Dread" Marleya) info o kapelach: KOSKOOSH i STAGE OF UNITY) oraz początek tyleż ambitnej co długotrwałej, kontynuowanej później przy "ajenajowskich" ogniskach dyskusji na temat: "Gdzie jest jedność". A, i jeszcze artykuł o akcji TAMA TAMIE w Czorsztynie.
Oba numery do ściągnięcia z CHOMIKA.
Trzeci numer (maj 1991) można by nazwać rewolucyjnym, gdyby nie to, ze okazał się być efemerydą. Chodzi o kolorową okładkę, z której tak dumny był Pielgrzym, a która była w tedy niewątpliwą rzadkością w polskich zinach. Co do treści to zaczęły się teksty innych autorów niż sam Pielgrzym, w tym pierwsze relacje z polskich koncertów, m.in. bielskie Marleyki z 1991roku (mam fragmenty tego koncertu, w tym fantastyczna POL-SKA ze znanym później weterynarzem, a wtedy "czarnoskórym oryginalnym rastamanem" Mamadou Dioufem na wokalu. Popatrzcie na datę - i Marleyki, i gazetka były w maju 91 roku! To naprawdę był szybki cykl wydawniczy. Do tego całkiem aktualne zapowiedzi koncertów, tłumaczenia tekstów ("Natty Dread" Marleya) info o kapelach: KOSKOOSH i STAGE OF UNITY) oraz początek tyleż ambitnej co długotrwałej, kontynuowanej później przy "ajenajowskich" ogniskach dyskusji na temat: "Gdzie jest jedność". A, i jeszcze artykuł o akcji TAMA TAMIE w Czorsztynie.
Oba numery do ściągnięcia z CHOMIKA.
czwartek, 1 czerwca 2017
SEKULARYZACJA DÓBR BISKUPÓW KRAKOWSKICH
A to ci niespodzianka: właśnie dostałem najnowszy tom "Jaworzno interdyscyplinarnie" z materiałami z ostatniej konferencji w Jaworznie. Wśród tekstów także mój o XVIII-wiecznym skoku na kasę.
środa, 31 maja 2017
I'n'I Pielgrzym Zine
Czas ucieka, lata lecą... Ćwierć wieku minęło... Pora wrócić do starego projektu archiwizacji tamtych czasów - dla potomnych, dla historii.
"I'n'I Pielgrzym Zine" był chyba najdłużej wydawanym polskim zinem reggae (nr 1 - luty 1991 - nr 9 - lipiec 1994) i choćby z tej przyczyny zasługuje na wyróżnienie. Inne tytuły w tamtych czasach zazwyczaj kończyły się na 1-2 numerach, "Reggae Front" skończył chyba na 4 numerze. Poza tym "I'n'I" to nie tylko zin, to także środowisko skupione wokół niego, różnego rodzaju zloty, sylwestry, koncerty... W kolejnych numerach znajdą się relacje z tych imprez, w niektórych miałem przyjemność uczestniczyć. Na razie, na początek, pierwszy numer. Tak to się wszystko zaczęło:
Nie mam żadnych praw do tego zina (jeden czy dwa numery tylko kolportowałem :) ), ale publikuję to w celach archiwalnych. Nawet bym zapytał Pielgrzyma, ale kontakt urwał się nam ponad dwie dekady temu, więc cóż mi pozostaje?
"I'n'I Pielgrzym Zine" był chyba najdłużej wydawanym polskim zinem reggae (nr 1 - luty 1991 - nr 9 - lipiec 1994) i choćby z tej przyczyny zasługuje na wyróżnienie. Inne tytuły w tamtych czasach zazwyczaj kończyły się na 1-2 numerach, "Reggae Front" skończył chyba na 4 numerze. Poza tym "I'n'I" to nie tylko zin, to także środowisko skupione wokół niego, różnego rodzaju zloty, sylwestry, koncerty... W kolejnych numerach znajdą się relacje z tych imprez, w niektórych miałem przyjemność uczestniczyć. Na razie, na początek, pierwszy numer. Tak to się wszystko zaczęło:
Do ściągnięcia z CHOMIKA.
Nie mam żadnych praw do tego zina (jeden czy dwa numery tylko kolportowałem :) ), ale publikuję to w celach archiwalnych. Nawet bym zapytał Pielgrzyma, ale kontakt urwał się nam ponad dwie dekady temu, więc cóż mi pozostaje?
wtorek, 30 maja 2017
MŁYN NA BIELOWIŹNIE - rekonesans
Dąbrowa Górnicza nie jest miastem jakoś szczególnie obfitującym w zabytki przeszłości, zatem może warto pochylić się nad takimi drobiazgami jak młyn na Bielowiźnie, który dał początek samej osadzie, wchodzącej dziś w skład Dąbrowy Górniczej. Historycznie rzecz ujmując jest to obszar dawnego… Ujejsca, choć dzisiaj absolutnie tego nie widać i Bielowizna jest traktowana jako część Ząbkowic.
Kiedy ten młyn powstał – dokładnie nie wiadomo. Najstarszy
jego ślad odnajdziemy na mapie z ok. 1801 roku – choć jeszcze bez nazwy:
Mapa
ukazująca ziemie obecnego Zagłębia ok. 1809 roku (choć wydana później w
Wojskowym Instytucie Geograficznym w Weimarze) ukazuje nam w tym miejscu już dwa
młyny obok siebie – jeden z nich nazywa się Ujejsce (Ujejsze):
Późniejsza o
trzy dekady tzw. Mapa Kwatermistrzostwa znowu widzi tam jeden, bezimienny młyn:
Według Kantora-Mirskiego zakończył on swą działalność ok. 1875 roku, ale nie
jest to takie pewne, chyba że mamy do czynienia z innym młynem, bo ukazują go
wszystkie późniejsze mapy aż po lata II wojny światowej. Tyle że – i to jest
pierwsza zagwozdka – po lewej (zachodniej) stronie drogi:
Z jednym wszakże wyjątkiem:
Całą osadę młyńską, wraz z zalewem na Trzebyczce, widzimy na
mapie J. Hempla (1856):
W okresie międzywojennym młyn (należący w tym czasie do
rodziny Bochenków) zdawał się podupadać, na co wskazuje korespondencja i dokumentacja
zachowana w katowickim archiwum. Interesujący jest zwłaszcza:
Opis Zakładu wodnego „Bielowizna” w gminie Wojkowice
Kościelne Powiatu Będzińskiego
I.
Cel i rozmiary zakładu
Młyn Bielowizna, istniejący od niepamiętnych czasów, na
rzeczce Trzebyczce, służy do przemiału zboża dla potrzeb okolicznych
mieszkańców wsi Ząbkowice, Wygiełzów i Sikorka. W tym celu posiada żubrownik,
jeden postaw kamieni francuskich siedmioćwierciowych, walec 300/600 i perlak.
Budynek z rygli drewnianych szalowany deskami, piętrowy, stojący na cokole
murowanym o wymiarach wewnętrznych 10,30/7,50. Młyn posiada koło wodne
nasiębierne o średnicy 3,75 i szerokości 2 m.
II.
Sposób wykonania
Różnica poziomu wody, potrzebna do otrzymania energii,
uzyskana została drogą odprowadzenia koryta rzeczki na partii biegu, mającej
znaczny spadek lokalny, w prawo po zboczu doliny. Urządzenie to wykonane
zostało całkowicie na gruntach należących do zakładu wodnego.
Zlewnia rzeki wynosi 25,1 km2. Rzeka zasilana do
ostatka licznymi źródłami nigdy nie zamarza i daje prawie niezmienną w ciągu
roku ilość wody, wobec czego zbędnym było posiadanie stawu dla zmagazynowania
wody, obecnie wystarczającej w zupełności dla potrzeb młyna z normalnej
wydajności strumienia. Woda zbyteczna oraz nie użyta w danej chwili spuszcza
się drugim skosem pogródek, chwilowy namiar odchodzi przez przelew niewielkiej
spusty bocznej na młynówce, woda zaś z powodzi, wychodząc z brzegów, zatapia
łąki po lewej stronie obecnego koryta. Upusty otwarte zabezpiecza młyn od
zalewu i służy do osuszania pogródek na wypadek potrzeby naprawy. (…)
Rzeczywista cofka podporu wody sięga do wodociągu fabryki
„Elektryczność” w Ząbkowicach, zabierającego od czasu swojego istnienia tj. od
roku 1900 bez mała wszystką wodę z koryta. Kolektor otwarty, odprowadzający
bezustanka z fabryki zużytą zanieczyszczoną wodę, dostarcza z powrotem do
koryta około 70% zabranej całej ilości wody. Dla możności wypompowania tak
dużej ilości wody fabryka zbudowała na rzeczce przegrodę, podpierając poziom
wody o 58 cm, wobec tego nie może być mowy o jakimkolwiek wpływie faktu
istnienia młyna na stan przepływu rzeki powyżej tego punktu.
Oprócz tego naprzeciwko jazu fabrycznego istnieje wodociąg
kolejowy, zabierający coraz więcej wody dla potrzeb zwiększonego ruchu i
skanalizowanych domów mieszkalnych.
III.
Wykaz spodziewanych korzyści
Wobec silnej konkurencji detalicznej sp z masowej produkcji
wielkich młynów parowych oraz bliskości kolei i miejscowości silnie
zaludnionych, młyn podupada coraz bardziej i całkowity dochód, obliczony
przeciętnie na 850 zł. rocznie, nie daje możności użycia najętej obsługi
zakładu. Praca zawodowa i wszelkie reparacje wykonywane są przez właściciela we
własnym zakresie.
Do tekstu dołączony jest plan sytuacyjny i przekroje młyna:
Teren ten czytelny jest właściwie do dziś a budynek młyna
widać nawet z drogi, jadąc z Ząbkowic (obok policji) w stronę Ujejsca, po
prawej stronie. Tyle że – i to jest druga zagwozdka – obecny młyn stoi po
drugiej stronie rzeczki, na dodatek murowany, podczas gdy z cytowanego wyżej dokumentu
wynika, jakoby był drewniany. Czyżby w międzyczasie został przebudowany?
Młyn obecnie wygląda w opłakanym stanie. Sam budynek stoi,
ale nie zachowało się niemal nic z jego dawnego wyposażenia. Zabite okna i
drzwi oraz zapach skutecznie zniechęcają do zwiedzenia wnętrza, ale parę fotek
przez różne dziury zrobiłem. Na dziś to tyle, ale być może trzeba będzie w
przyszłości bardziej pochylić się nad tematem tego obiektu, gdyż – podobno – rodzina
spadkobierców chce go przekazać miastu. Wprawdzie daleko mu do innego dąbrowskiego
młyna (Freya) ale kto wie, kto wie…
poniedziałek, 8 maja 2017
KAZIMIERZ WIELKI W BĘDZINIE
707 rocznicę urodzin króla Kazimierza uczciliśmy w Będzinie nowa publikacją. Niestety, nie było mnie na promocji, co skutkuje tym, że sam tej książki jeszcze nie widziałem :) Mam tylko okładkę. Dystrybucja książki jest zapewne mocno ograniczona (generalnie - nie na sprzedaż) więc chętni mogą ją otrzymać zapewne jedynie w siedzibie Towarzystwa Przyjaciół w Będzinie, do czego serdecznie zapraszam.
piątek, 5 maja 2017
KILKA ZAPROSZEŃ
Maj obrodził wydarzeniami. Po kolei:
Najpierw (8 maja) w katowickim oddziale Polskiego Towarzystwa Historycznego będę miał referat zatytułowany "Zamek w Będzinie na nowo odkrywany". Wstęp wolny (g. 17.00, gmach WNS w Katowicach, Bankowa 11, sala 142)
Potem - 15 maja - w Sosnowcu w ramach konferencji "Muzea - teoria i praktyka..." będę mówił o moich doświadczeniach związanych z edukacją historyczną w oparciu o gry historyczne.
A 20/21 maja kolejna Noc Muzeów, w ramach której między innymi II Nocny Turniej w Ogniem i Mieczem. Wszędzie wstęp wolny.
Najpierw (8 maja) w katowickim oddziale Polskiego Towarzystwa Historycznego będę miał referat zatytułowany "Zamek w Będzinie na nowo odkrywany". Wstęp wolny (g. 17.00, gmach WNS w Katowicach, Bankowa 11, sala 142)
Potem - 15 maja - w Sosnowcu w ramach konferencji "Muzea - teoria i praktyka..." będę mówił o moich doświadczeniach związanych z edukacją historyczną w oparciu o gry historyczne.
A 20/21 maja kolejna Noc Muzeów, w ramach której między innymi II Nocny Turniej w Ogniem i Mieczem. Wszędzie wstęp wolny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































