poniedziałek, 23 stycznia 2012

REGGAE, AFRYKA i CUDOWNA DZIEWCZYNA

Koniec stycznia się zbliża i znowu, jak co kilka lat, zdarza się niezwykła koniunkcja. Termin mojego szybkiego wyjazdu do Torunia zbiega się z kolejną edycją festiwalu AFRYKA (dawniej, za "moich" czasów - AFRICA IS HUNGRY). Jak byłem ostatnio, przed trzema laty, spotkałem jeszcze trzech znajomych sprzed lat. Jak będzie tym razem? Cudów się nie spodziewam, ale z nutką sentymentu odwiedzę stare kąty w OD NOWIE.


O początkach tego festiwalu i moich z nim związkach już pisałem na tym blogu. Tę samą historię znaleźć można na forum a wszystko co do szczęścia potrzebna na stronie festiwalu.

PS. Cudownej Dziewczyny niestety ze mną nie będzie.

wtorek, 10 stycznia 2012

MIEROSZEWSCY HERBU ŚLEPOWRON



Ten temat to takie historyczne wykopalisko, a właściwie realizacja celu, dla którego powstał ten blog: internetowa publikacja moich tekstów o Zagłębiu. Najchętniej takich, które wcześniej były wydrukowane i okraszone choćby skromnym honorarium:-)
Przyszedł czas na Mieroszewskich. Zacznę jednak od końca.

9 stycznia br., czyli w ostatni poniedziałek, w Teatrze Rozrywki w Chorzowie odbyło się spotkanie z cyklu Górny Śląsk - świat najmniejszy. Prowadzący, znany śląski publicysta Krzysztof Karwat zaprasza na scenę gości, którzy przez jakieś półtorej godziny mają za zadanie zająć czymś publiczność. Tym razem padło na Arkadiusza Kuzio-Podruckiego i na mnie. Dla mnie był to debiut na scenie teatralnej - siedzieliśmy we trójkę przy stoliczku, w świetle reflektorów, i - niczym w klasycznej dyskusji panelowej - rozmawialiśmy sobie o dziejach rodu Mieroszewskich. Wyszła z tego trochę dyskusja na temat zawiłych dziejów pogranicza małopolsko-śląskiego z domieszką Księstwa Siewierskiego. Ciekawe - już kiedyś to zaobserwowałem, że mieszkańcy Zagłębia znają tylko tę zagłębiowską część dziejów rodu, a Ślązacy - śląską. Sosnowiczanie nie wiedzą, że Mieroszewscy byli właścicielami niemal połowy dzisiejszych Katowic z przyległościami, a katowiczanie, czy chorzowianie, że posiadłości rodu po drugiej (tej słusznej:-) stronie Brynicy obejmowały znaczną część dzisiejszego Sosnowca, Będzina a nawet Dąbrowy Górniczej. Tak więc siedzieliśmy sobie na scenie, rozmawialiśmy o tych śląsko-małopolskich(zagłębiowskich) zawirowaniach, a żeby było śmieszniej - obaj pochodzimy z... Torunia.


Kiedy zainteresowałem się Mieroszewskimi? Ano pewnie wtedy, kiedy pracowałem w Muzeum Zagłębia w Będzinie, które oprócz ogólnie znanego zamku posiada także Pałac Mieroszewskich na Gzichowie. Z historii znałem oczywiście Juliusza Mieroszewskiego, londyńskiego korespondenta paryskiej "Kultury", jeszcze Krzysztofa, sławnego inżyniera wojskowego, fortyfikatora (między innymi Kraków w czasach Potopu i Jasna Góra, ale już po Potopie). Około 2008 roku zacząłem się tematowi przyglądać nieco bliżej, co zaowocowało udziałem w sesji naukowej w Sosnowcu na temat rodów zagłębiowskich i późniejszą publikacją pokonferencyjną.


Jakoś w tym samym czasie Zbyszek Studencki z Muzeum w Sosnowcu poprosił mnie, żebym coś napisał, a że prośbę swą poparł umową o dzieło, to powstała niewielka książeczka. Wydawnictwo takie trochę samizdatowe, bez numeru ISBN, szalony nakład jakieś 50 egzemplarzy, co powoduje, że wydawnictwo jest dziś białym krukiem.


Kiedy Arkadiusz Kuzio-Podrucki, zajmujący się genealogią śląskich rodów, wziął na tapetę Mieroszewskich, nic o tych wydawnictwach jeszcze wtedy nie wiedział i napisał swoją książkę.


Kiedy jesienią ubiegłego rodu będzińskie muzeum, w którym przepracowałem 14 lat, organizowało sesję naukową poświęconą Mieroszewskim, o historyku Krajniewskim "zapomniało" - nie wiem, czy to taki lokalny obyczaj, czy może zjawisko ogólnopolskie albo nawet szersze. Zresztą już po kilku dniach dostałem propozycję wzięcia udziału w owym przedwczorajszym spotkaniu w Chorzowie, o którym pisałem na wstępie.
OK - tyle jeśli chodzi o historię najnowszą. Poniżej znajduje się link do wersji pdf mojego opracowania na temat rodziny Mieroszewskich - to ten "biały kruk" wydany w Sosnowcu w roku 2008. TU

Bez rejestracji i logowania można także ściągnąć STĄD.

I jeszcze jeden stary link - sprawdziłem, mimo zmian politycznych ciągle aktualny - do Błękitnej Ludwiki, ostatniej dziedziczki pałacu na Gzichowie.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

OPOWIEŚCI NIEOBECNYCH


Dawno mnie tu nie było, i właściwie miałem napisać coś o Mieroszewskich, ale o tym może za chwilę. Bo jest jeszcze jeden temat zaległy. W ramach działalności Fundacji Brama Cukermana przygotowany został projekt OPOWIEŚCI NIEOBECNYCH - seria audioprzewodników po żydowskim dziedzictwie miast obecnego województwa śląskiego. Mnie naturalnie przypadł Będzin - koleżankom oddałem Dąbrowę. całość dostępna jest na stronie www.opowiescinieobecnych.org - można ściągnąć audioprzewodniki po Będzinie, Bytomiu, Chożowie, Czeladzi, Dąbrowie Górniczej, Gliwicach, Katowicach, Żarkach, Sosnowcu, tarnowskich Górach, Zabrzu i Żarkach.
Za całość odpowiada oczywiście BRAMA CUKERMANA.

niedziela, 4 grudnia 2011

ARCHITEKTURA ZAGŁĘBIA

News i fotka za sosnowiec.info.pl



Najnowsze wydawnictwo Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Gustawa Daniłowskiego w Sosnowcu to zbiór tekstów powstałych w oparciu o referaty przedstawione podczas ubiegłorocznej Sesji Zagłębiowskiej poświęconej architekturze Zagłębia Dąbrowskiego.

Materiały opracowali prof. Marian Kisiel i dr Paweł Majerski.

Niedoceniane zabytki architektoniczne okolicznych miast, pamięć przeszłości zaklęta w budynkach, agresja nowoczesności widoczna w architekturze i urbanistyce Zagłębia - to tylko część zagadnień analizowanych przez autorów szkiców.

W skład publikacji weszły następujące teksty:

• Tomasz Taczewski: „Architektura społeczeństwa wiedzy – Muzeum Ziemi w dolinie Czarnej Przemszy”;
• Dariusz Rozmus: „O znaczeniu ołowiu w budownictwie. Kilka uwag w świetle ostatnich odkryć średniowiecznych hut srebra i ołowiu na terenie Zagłębia”;
• Damian Adamczak: „Drewniana architektura z Zagłębia Dąbrowskiego w skansenie chorzowskim”;
• Ewa Chmielewska: „Osiedla patronackie – czynnik pejzażu Sosnowca”;
• Włodzimierz Wójcik: „Moje wspomnienia o zagłębiowskich „domowych progach”, zagrodach i sanktuariach”;
• Jacek Owczarek: „O konserwacji zabytków w Zagłębiu Dąbrowskim”;
• Katarzyna Zawadzka, Ryszard Szymonowicz: „Dzieje konserwacji Pałacu Dietla w Sosnowcu”;
• Irena Kontny: „Kościoły miast zagłębiowskich do 1914 roku (Będzin, Czeladź, Dąbrowa Górnicza, Sosnowiec)”;
• JAROSŁAW KRAJNIEWSKI: „ZAMKI NAD PRZEMSZĄ”;
• Anna Syska, Agnieszka Woźniakowska: „Osiedle robotnicze Czeladź-Piaski”.

wtorek, 11 października 2011

TAJEMNICA BĘDZIŃSKIEGO RABINA

Kiedy przed kilku już laty układałem pierwszą listę będzińskich rabinów, pierwsza piątka (nie licząc niemal legendarnego Natana Mitlasa /Majtlisa z XVI wieku) układała się następująco: Meir Orbach (wymieniony tylko w roku 1775), Tobiasz (1783), jego syn Dawid (1791), Menachem Nachum Rozynes (pocz. XIX wieku, na pewno był rabinem w latach 1808-1824, być może aż do śmierci w 1835) i następnie jego syn Herszel Rozynes (1836-1841). W wykazie tym brakuje – jak się zdaje – niejakiego Mosze Hamburgera, który urząd rabina pełnił między Dawidem Tobiaszowiczem a Menachemem Rozynesem. Nie do końca jasna jest też funkcja rabbiego Mosze, kierownika szkoły w roku 1765, być może także rabina. Nas w tej chwili interesuje jedynie krótko, bo zaledwie trzy lata urzędujący Herszel (Hirsz) Rozynes. W roku 1841 został usunięty z nie do końca ustalonych przyczyn. Według niejasnych informacji oskarżano go o jakieś nadużycia finansowe. Kilkanaście lat później o podobne nadużycia oskarżono jednego z kolejnych będzińskich rabinów – nie jest więc wykluczone, że na skutek niejasnych przyczyn odwołania Rozynesa połączono później te dwa fakty – kwestia chyba dzisiaj nie do rozwiązania. Jedyne dostępne mi źródło, Pinkas Bendin, mówi jedynie, że rabbi Hirsz był prześladowany przez „właścicieli domów” i został zmuszony do opuszczenia miasta. Jeszcze inna teoria głosi, że był informatorem carskiej policji i naraził się chasydom – i że to właśnie chasydzi usunęli go z urzędu (następny rabin Berek Hercygier był podobno związany z chasydyzmem).
Do wczoraj wydawało mi się, że to już wszystko, co da się powiedzieć na ten temat. A tymczasem…

W wydanym w roku 1932 Historycznym opisie kościołów, miast, zabytków i pamiątek w powiecie włoszczowskim ks. Jan Wiśniewski przytacza w całości pewien niedatowany list, jaki ksiądz Wincenty Olewiński, proboszcz parafii Nakło, napisał do ks. Ludwika Łętowskiego, biskupa tytularnego Joppy (czyli Jaffy), administratora diecezji kielecko-krakowskiej. Ksiądz Olewiński był proboszczem w Nakle w latach 1839-1868, list powstał nie wcześniej niż jesienią 1843 roku. Oto interesujące nas fragmenty:
Miłość prawdy i odwiecznego zbawienia jaka objawiła się w starozakonnym Abrahamie Hersz Rozynes byłym przed kilku laty rabinem w Będzinie, stała mi się powodem pisania obecnego do Jego Excelencji, aby jako wódz ludu Bożego I tkliwy Pasterz w owczarni Chrystusowej tę obłąkaną owcę swojem przewodnictwem do wiary i oświecenia Boskiego przywieść raczył I wprowadzenie tego błędnego wychodnia do miasta Bożego nowego Jeruzalem I do domu Boga Jakubowego ułatwić dobrotliwie zechciał. (…)
Z starozakonnym Abrahamem Hersz Rozynes miałem przed dwiema laty pierwszą rozmowę w Pilicy, gdzie tenże po złożeniu rabinowstwa w Będzinie dla mnogich swoich o sprzyjanie szczególnie wierze katolickiej prześladowań natenczas mieszkanie prowadzi. Trudno mi się było wstrzymać od chęci zaczepienia go w materji religji i uczyniłem mu pytanie co do czasu przyjścia Messyasza, za co poczytuję sobie proroctwo Daniela gdy nie wierzy jego przepowiedzeniu że siedemdziesiąt tygodni od wyzwolenia ich przodków z niewoli babilońskiej aż do przyjścia Messyasza już się od tak dawna wypełniły. Dalej przełożyłem mu czemu nie widzi prawdy że Messyasz przyjść musiał gdy już żadnych królów, książąt i wodzów w swoim wyłącznie narodzie nie macie co się zgadza z proroctwem Jakuba patryarchy. Przytoczyłem mu następnie i inne miejsca prorockie, mianowicie Izajasza jak tam obraz skreślony zgadza się z Chrystusem Panem. (…)
Opuściłem parę godzin potem wspomnianego Izraelitę i odjechałem do siebie, dawszy mu jednak upomnienie aby słowa usłyszane w sercu zachował a po obszerniejszą wiadomość rzeczy we względzie wiary w Messyasza do mnie się kiedy do Nakła zgłosił. Ubiegło jednak dwa lata zanim przybył i już sądziłem ze rozmowy nasze żadnego nie odniosą skutku, serce jednak jego pałało gdy mu otwarzałem Pisma. (…) Mocniej on od chwili onej był zajęty poszukiwaniem prawdy, aż nareszcie w początku czerwca b.r. zgłosił się do mnie i wyraził swój zamiar otwarcie przejść na łono katolickiej wiary. (…)
W ciągu tych kilku miesięcy, które od czerwca po dotąd upłynęły widziałem się w Pilicy dwa razy, przyczem nie opuściłem sposobności utwierdzenia mego Abrahama w powziętem przekonaniu. Na teraz ostatnio od kilku dni bawił on u mnie, przybywszy znowu do Nakła, czytał chętnie co mu poddałem, zawsze się okazywał stałym w swojej świętej dążności, a co większa, oświadczył mi z całą pewnością że żona, 7 jego synów i dwie córki śpieszą razem z nim do nawrócenia swego.
Problem z nawróceniem byłego będzińskiego rabina miał też jednak aspekt finansowy. Rozynes twierdził że ma jakiś majątek, który może odzyskać drogą procesów, ale generalnie, w przypadku konwersji, zostawał bez grosza przy duszy. Jako rabin pewnie nie na wielu praktycznych rzeczach znał się w sposób pozwalający na utrzymanie licznej rodziny – a tylko najstarszy syn był w stanie podjąć samodzielnie pracę. Istniał wprawdzie skromny fundusz, jaki Komisja Rządowa przeznaczała na tymczasowe utrzymanie neofitów, ale tu była duża, 11-osobowa rodzina. To był zresztą główny powód, dla którego nakielski pleban pisał do biskupa – poddając jego uwadze dalsze losy będzińskiego rabina.
Póki co nie wiem, jak dalej potoczyła się sprawa nawrócenia Hirsza Rozynesa. Będzińscy Żydzi chyba wycięli go ze swojej historii, niczym starożytni Egipcjanie znanego odstępcę faraona Echnatona. Zachowane do dziś w będzińskiej parafii św. Trójcy „akta stanu cywilnego” z lat 1808-1826 w ogóle o nim nie wspominają – a przecież gdzieś w tym właśnie czasie musiały mu się urodzić choćby niektóre z licznego potomstwa. Ojciec Hirsza, rabin Menachem, urodził się około roku 1766. Z dwa lata młodszą żoną Rywką miał przynajmniej piątkę dzieci (akta metrykalne wspominają tylko czwórkę, ale Hirsz urodził się prawdopodobni przed 1808 rokiem): Hirsza (przed 1808), Annę (ur. 1799, w 1819 wyszła za – uwaga uwaga – Jachima Szydlowskiego (!), z którym miała przynajmniej dwójkę dzieci: Józefa i Gitlę), Fayglę (ur. 1807, w 1824 wyszła za Mojżesza Wexelmana), Natana (ur. 1808) i Icka (ur. 1811, zmarł w 9 tygodniu życia). W tym czasie w Będzinie była jeszcze jedna rodzina o tym samym nazwisku: Salomon Rozynes (może brat Menachema) z żoną Ruchlą i trojką dzieci oraz bliżej nieznana Rayzla Ferszt, z domu Rozynes, może siostra Menachema. O Hirszu ani słowa – ciekawe. Jest w tym niewątpliwie jakaś zagadka, bo akta metrykalne w tym czasie prowadził na bieżąco proboszcz parafii katolickiej (który w myśl ustawodawstwa napoleońskiego był urzędnikiem stanu cywilnego dla wszystkich ludzi mieszkających na terenie jego parafii, niezależnie od wyznania). Jedyna teoretyczna możliwość jaka przychodzi mi do głowy jest taka, że jeszcze przed 1808 roku Hirsz się ożenił i wyprowadził z Będzina.
Taka teoria nie ma jednak żadnych podstaw źródłowych, a dostępne w sieci informacje genealogiczne podają, że Hersz Rozynes, syn Menachema i Rywki, rabin będziński, urodził się w roku 1814, a zmarł w Będzinie (!) w roku 1873. Miał dwie żony (oczywiście nie równocześnie Lanę i Gitlę) i dwie córki (zdaje się że po jednej z każdej żony). Miał jeszcze brata… Abrahama – i być może tu właśnie leży klucz do tajemnicy. Abraham był starszy, urodził się około 1796 roku, ożenił się z Rojzą (Rayzlą) i miał z nią syna Moszka Icchaka (ur. 1823 w gminie Pilca). Najciekawsze jest to, ze zmarł w roku 1856 gdzieś na terenie gminy… Pilica. Moszek miał dwie żony i przynajmniej jedną córkę, o której nic nie wiem; nieznana jest też data i miejsce jego śmierci.
Żeby te puzzle rozwiązać potrzeba byłoby sponsora na przeprowadzenie poszukiwań w archiwach. Może w nakielskich księgach metrykalnych zachował się akt chrztu nawróconego rabina? Albo w archiwum katowickim odpis aktu śmierci, jeśli rzeczywiście zmarł w Będzinie?
Proboszcz z Nakła, ksiądz Olewiński, cały czas pisząc o Rozynesie używa imienia Abraham i tytułu rabina. To częsty błąd w starych źródłach, polegający na utożsamieniu słowa „rabbi” z funkcją urzędnika-rabina. A może sam Abraham tak się w Pilicy przedstawił? Nie było wówczas komórek, Internetu, ani IPN-u. Zagadki nie wyjaśni nam także Pinkas Bendin, który w indeksie nazwisk podaje: Avraham Hersz, rabbi. Ktoś się gdzieś pomylił tylko kto i gdzie?

P.S. Powyższy tekst jest tylko luźnym zapisem myśli, które nasunęły mi się wczoraj po przeczytaniu listu księdza Olewińskiego. Temat wymaga głębszych badań. Znalazłem w sieci informację, że pisał na ten temat znawca tematyki chasydzkiej Marcin Wodzicki. Na dziś tyle.

czwartek, 22 września 2011

Z DZIEJÓW ŻYDÓW...

Z uwagi na pasjonujące prace magazynowe w Muzeum mało mam ostatniemi czasy na zajmowanie się historią. Z tych prac też pewnie coś za jakiś czas wypłynie, ale to dopiero się zobaczy. Tymczasem kontynuując niejako wątek nowych publikacji: właśnie ukazał się IV tom "Regionalizmu w szkolnej edukacji" o charakterze monograficznym: "Żydzi na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim". Wśród plejady autorów sami krewni i znajomi królika (oprócz niżej podpisanego m.in. Darek Rozmus, Sławek Witkowski, Joanna Tokaj, Magda Cyankiewicz, Darek Walerjański, Grzesiek Onyszko, Aleksandra Namysło, Darek Trzeci Majchrzak i paru innych zacnych miłośników Zagłębia). Sposobu dystrybucji nie znam -pewnie bedzie coś w samej Sztygarce, która - obok krakowskiej Księgarni Akademickiej jest jednym ze współwydawców. Pdf-ów chyba nie przewidzieli. Jeśli dobrze rozumiem zapis "Copyright individual Authors", to mogę swój tekst opublikować tutaj na blogu, co pewnie niebawem uczynię.

środa, 14 września 2011

SREBRNA PERŁA

STRZEMIESZYCE MAŁE - SREBRNA PERŁA DĄBROWY GÓRNICZEJ


Ukazała się już kolejna "dożynkowa" pozycja na temat historii jednej z dzielnic Dąbrowy Górniczej. Tym razem kolej przyszła na Strzemieszyce Małe i ich ciekawe dzieje od wczesnego średniowiecza aż po dzień dzisiejszy. W odróżnieniu od poprzednich pozycji (Ujejsce i Antoniów) tym razem jest to dość spora pozycja (ponad 100 bogato ilustrowanych stron), pisana przez naukowców nienaukowym językiem. Ze wszystkich trzech dotychczasowych w tej miałem też największy udział: współautorstwo, redakcja całości i koncepcja graficzna. Zapraszam do lektury, zwłaszcza że wszelkie wersje są za darmo - albo w postaci pdf (http://www.dabrowa-gornicza.pl/aktualnosc-12-14519-nasza_perla_srebrna.html) albo w formie drukowanej - do odbioru w "Sztygarce".

PS A tutaj (http://www.muzeum-dabrowa.pl/aktualnoscijk.html) wersje pdf moich tekstów z dziejów DG, które znajdują się na tym blogu.